zamknij
Strona główna » Aktualności » Co się stało z Atlantic Puffinem? Czyli jak nie...

Co się stało z Atlantic Puffinem? Czyli jak nie wygraliśmy wyścigu B8

9 czerwca Atlantic Puffin zawinął do macierzystego portu w Kamieniu Pomorskim.  14 czerwca został wyciagniety na ląd by dokonac kosmetyki czesci podwodnej. 24 czerwca wypłynął do Górek Zachodnich by 29 wystartowac wyscigu B8. Zajął w nim drugie miejsce.....

Powyższy telegram obrazuje w jakim tempie żyje Puffin i jego zaloga.Nie wiadomo jak gdzie i kiedy powstał pomysł na kolejne wspólne działania z stocznią Northman. I tak powstał Maxus Racing Team. 

Sezon 2018 bedzie bardzo intensywny a Maxus 22 pokaże swoje możliwosci regatowe ściagając sie w regatach na Bałtyku. Mamy już za sobą pierwszy start w którym otarliśmy sie o sukces.

A poniżej relacja członka załogi WIktora Plitko (trymer grota)

"Pierwszy wyścig w barwach Maxus Racing Team za nami. I to nie byle jaki wyścig, gdyż był to wyścig „B8” – z Górek Zachodnich do boi przy platformie B8 Petrobaltic Lotos i powrót do Górek Zachodnich. W linii prostej trochę ponad 120 mil. Wyścig jest częścią kilkudniowej imprezy (rozłożonej na dwa kolejne weekendy) – Mistrzostw Zatoki Gdański. Co ważne: jako długi wyścig nie podlega odrzutce, zatem wynik w tym wyścigu „waży” dużo w klasyfikacji końcowej.

Prognoza pogody od kilku dni była stabilna: w podstawie 6-7B prosto z północy. Kilkanaście godzin przed wyścigiem pojawiła się informacja o tym, że na platformie B8 warunki są trudne: maksymalne szkwały 18,8 m/s (czyli ok 36 węzłów) i fala ok. 3 metrów. Jako że kierunek wiatru był północny-północno-wschodni, było wiadomo, że lekko nie będzie. Co za ironia: „B8” miało nas przywitać „8B” prosto „w dziób”. To oznaczało ok. 30 godzin halsówki pod wiatr i ok. 10 g. powrotu z wiatrem. Wybiegając do przodu: prognoza się sprawdziła.

W klasie ORC zgłosiło się 12 jachtów. Do tego jeszcze jachty w kat. OPEN i KWR. Z tego co mówiono przed odprawą - kilka załóg zrezygnowało ze startu patrząc na prognozy.

Start wyznaczono na godzinę 1900 w piątek. Nasza załoga startuje po raz pierwszy w tym składzie, dwójka z nas (Wiktor i Michał) po raz pierwszy płyną Atlantic Puffinem. Szymon, z kolei, nie miał ostatnio dużo okazji do pływania z załogą. Do tego prognoza. Generalnie: wiele rzeczy mogło nie zadziałać. Tej świadomości przeciwstawiało się bojowe nastawienie całej ekipy i gotowość do podjęcia tego wyzwania. Jednak, jak to zwykle bywa - górnolotne hasła żyją swoim życiem, a życie toczy się swoim. Oczywiście popełniliśmy wszystkie możliwe błędy nowej załogi i to jeszcze na lądzie: nie przygotowaliśmy jachtu do wyścigu tak jak chcieliśmy, nie zrobiliśmy tyle treningu co chcieliśmy, a nawet nie zdążyliśmy zaopatrzyć się w takie jedzenie jakie chcieliśmy. W konsekwencji istotnie spóźniliśmy się na start, co od co najmniej kilku lat uznaję za niedopuszczalny błąd żeglarza regatowego. Uprzedzając fakty: dalej już było tylko lepiej – po wyjściu na wodę byliśmy już w swoim żywiole i nasz dzielny Maxusik najwyraźniej też. Jak tylko wyszliśmy z portu – nagle wszystko zaczęło funkcjonować.

Jeszcze przed rejsem doświadczenie Szymona skonfrontowane zostało w dialogu z logiką „regatowców” z naszej ekipy. Szymon twierdził: im mocniej duje – tym lepiej dla nas. Pozostali jednogłośnie twierdzili: lepiej by w pierwszym wyścigu warunki były „normalne” – łatwiej będzie się zgrać, poznać sprzęt, a zatem poświęcić się bardziej walce z konkurencją. No cóż… Szymon wiedział co mówi i czas to zweryfikował. A było tak:
przybój w okolicy linii startu pokazał, że jesteśmy na morzu. Ciach-ciach, kilka halsów i z dużym opóźnieniem przekraczamy linię startu jako ostatni. Ściskamy zęby i jedziemy. Pół godziny mija – jakbyśmy dochodzili jakiś jacht przed nami? Dziwne, bo wszystkie łódki w wyścigu to jachty większe, teoretycznie szybsze. Tamten jacht najwyraźniej idzie przeżaglowany. Coraz bliżej… Nagle widać, że zrzucają grota i zdecydowanie przyspieszyli na samym foku. Trudno, jedziemy – widać, że co najmniej jeden rywal też popełnia błędy – czyli tam też płyną ludzie. Odrabiamy straty.

Dalej było… żeglowanie. Tylko i aż tyle. Po prostu płynęliśmy. Noc, dzień. Zimno, mokro. Jesteśmy żeglarzami i zapewne tą relację czytają również żeglarze. Nie będę opowiadał więc o wysokościach fali, o „fiordach, co nam z ręki jadły” i innych morskich opowieści. Po-pierwsze: dlatego, że wysoka fala była dużo lepsza niż ta z pierwszej nocy – krótka, chaotyczna, bardzo stroma. Po-drugie: nie mieliśmy podłączonego wiatromierza, nie mieliśmy zatem przyrządów do rzetelnego pomiaru siły wiatru (ani wysokości fali). Po-trzecie: nie ma to sensu – każdy wie jakie warunki „obowiązują” przy takim wietrze na Bałtyku, przy bocznym prądzie. Nie ma więc ani czym się zachwycać, ani chwalić: nie sztormowaliśmy ani przez chwilę, po prostu żeglowaliśmy. O czym tu więc opowiadać w relacji? Opowiem o tym czego się nauczyłem. Otóż, wyścig ten miał dla mnie wysoką wartość lingwistyczno-szkoleniową. Czytając relacje Szymona z dwóch samotnych rejsów dookoła świata na pokładzie Maxusa 22 s/y Atlantic Puffin zastanawiałem się nad wieloma pojęciami o jakich pisze autor. Na przykład co autor ma na myśli używając pojęcia „łomot”? Szymon nie raz pisał, że dostał niezły łomot. Czytając to w łóżeczku czy przy porannej herbatce trudno zrozumieć co się dokładnie działo. No cóż… Wtedy to czytałem, teraz zobaczyłem w wersji „3d”. W czasie wyścigu spytałem się Szymona – czy to co spotkało nas w nocy to był „łomot”? Potwierdził.

Kolejna nauka – to weryfikacja tego o czym Szymon również pisał bodajże w książce (a może i w relacjach online?). „Katapulta”… Czytając nie wierzyłem, że nie da się chwycić czegoś by się przytrzymać kiedy opisywał jak leciał z koi na drugą burtę. Teraz Wy musicie mnie uwierzyć: nie da się. Działa to tak: taki zły niewidoczny wielkolud w sposób niezauważalny chwyta ciebie w garść i rzuca tobą gdzieś albo o coś. W tym przypadku o przeciwną burtę. W czasie lotu jeszcze nie wiesz co się dzieje. Po wylądowaniu na przeciwnej burcie lub na podłodze, lub na grodzi z nogami na kuchence przychodzi świadomość. Później ból. U mnie, na szczęście, raptem ból łokcia. Równie dobrze mogły być zęby, oko, cokolwiek. Sztormrura leżała obok – leciała równie szybko co ja. W ten sposób dowiedziałem się co to jest ta katapulta. Cóż… swoje frycowe załoga musiała zapłacić. Wstałem, ubrałem się w sztormiak i szelki, przeprosiłem się z Puffinem i poszedłem podmienić sternika. Łokieć cały, tylko zmienił kolor. Kameleon.

Ostatnia wartość edukacyjna –to weryfikacja teorii względności. Parę tygodni wcześniej witaliśmy Szymona w Kamieniu Pomorskim. Mieszkałem w Dziwnówku, tam też poszliśmy z rodziną na plażę. Wszedłem do wody kochanego Bałtyku – ZIMNO. A tej nocy po raz pierwszy mówiłem, że woda z Bałtyku mnie ogrzewa – każda fala wchodząca na pokład na jedną sekundę ogrzewała dłonie i nogi przez sztofmiak. Po tej sekundzie znowu było cholernie zimno. Tak się dowiedziałem, że zimne może być ciepłe. Dysonans…

Platformę mijaliśmy po ok. 22-23 godzinach. Na AISie i na żywo widzimy Oceannę, która już wraca, my mieliśmy jeszcze z milę do góry. Przez dłuższy czas nie mogliśmy zobaczyć boi, ale pracownicy platformy, do których mieliśmy obowiązek się zgłosić na radiu, potwierdzili jej pozycję. Jechaliśmy więc na mapę z lekkim zapasem (czyli na wszelki wypadek przeciągnąłem layline). W końcu widzę – ale raptem z odległości kilkudziesięciu metrów. Wiadomo dlaczego: jest całkiem nieduża, a fala przy platformie całkiem wysoka. Wziąłem za duży zapas – to strata czasu. Trochę jestem zły na siebie. Podczas mijania boi i meldowania tego faktu załodze platformy trafiła do nas informacja zwrotna: byliśmy trzecim jachtem zgłaszającym się na znaku. No cóż… złość mija. Jedziemy w dół.

https://youtu.be/EodEZ8NSY6Y

Piękna jazda, ześlizgi z fali. Prędkość 6-7 węzłów, na zjazdach z fali regularnie powyżej 9. Sterowanie to przyjemność: Puffin pięknie trzyma kurs, doskonale się prowadzi i mam wrażenie, że mogę robić z nim wszystko co chcę, a Maxus i tak mi to wybaczy. Wiedząc, że jesteśmy najwyżej na trzeciej pozycji rezygnujemy ze stawiania spinakera – jednak po niełatwej halsówce chcieliśmy trochę odpocząć, nie chcemy też przeciążyć sprzętu. A może Szymon po prostu widział, że załoga sobie trochę słabiej radzi? Kto wie... Wiało już trochę stabilniej – w mojej subiektywnej ocenie 6B w podstawie (na moje jako-tako skalibrowane oko ok. 22 węzłów). To już były warunki w jakich spokojnie można było stawiać spinakera, jednak zrezygnowaliśmy na rzecz spokojniejszej żeglugi. Postawiliśmy trochę większego foka i rozrefowaliśmy grota (zostawiliśmy pierwszy ref). Jazda była po prostu wielką przyjemnością. Nawet sztormiak jakby trochę wysechł (od zewnątrz).

Słoneczko zaczęło zachodzić, wróciło zimno. Znowu zmiana na sterze, usiadł ponownie Szymon. Michał czuwa gotowy pomóc w każdej chwili. Ja poszedłem się położyć– tak by w nocy być sprawnym gdyby zaszła konieczność zmiany żagli, sterowania lub też jazdy na maksa. Po jakimś czasie poczułem lekki wzrost siły wiatru i wysokości fali. Przez półsen słyszę zadowolony krzyk z kokpitu – „szesnaście”. Podejrzewałem co to może oznaczać, bo czułem, ale nie wierzyłem. Sprzęt jednak był bezwzględny i zanotował parametr szczytowy – 16,9 węzłów – to chwilowa prędkość na zjeździe z fali w szkwale. To rekord Puffina, to wspaniałe uczucie. Musiał 2 razy opłynąć świat by niemalże w domu – na rodzimym Bałtyku ustanowić swój rekord prędkości. Swoją drogą… obserwacja wypłaszczonego kilwatera przez luk na pawęży jest kolejnym nowym doświadczeniem. To chyba lepsze niż patrzenie na palące się ognisko. A może nie… Z pewnością jest w tym jednak jakaś magia.

Parenaście mil przed Helem znowu wsiadam na ster, chłopaki idą odpocząć. Warunki stabilne. Szymon jednak czuwa – wychyla się z kabiny sugerując dalsze odejście od końca półwyspu, gdyż „wypłycenie, prąd i różne możliwe niespodzianki z tym związane”. W końcu jest noc, warto płynąć bezpiecznie. Bliżej Górek znowu fala się wzmaga, mijamy GW, dalej szerokim najazdem w pełnej gotowości, wpięci szelkami, omijamy przybój przy czerwonej główce falochronu i wchodzimy na płaską wodę w Górkach Zachodnich. Wywołanie przez radio komisji regatowej – i tu miła niespodzianka: zagaduje z nami jeden z jachtów, który wycofał się z wyścigu. Po minięciu mety chłopaki przyszli przybić nam piątki. Meta, powrót do miejsca postoju, zrzucenie żagli… Zacumowaliśmy ok. 4 rano w niedzielę.
Dalej prysznic, gorący prysznic. Ogrzewa, a właściwie szczypie z zewnątrz, w środku nadal zimno. Herbatka niewiele pomaga, zresztą już jest chłodna – w końcu jechała z nami w termosie przez cały wyścig. Apetyt w czasie wyścigu miał jedynie Szymon. Reszta świeżaków jakoś nie wyrywała się do jedzenia. Frycowe trzeba zapłacić…

Sprzątanie, pożegnanie, jazda do domu… rodzina… ciepło…. Jedzenie nie wchodzi… odwodnienie… Nagle się budzę. Podobno wpadał w odwiedziny kolega by spytać jak było, przywiózł pożyczoną wcześniej kamizelkę – nic nie słyszałem: padłem gdzieś na kanapie obejrzeć mecz i chyba już po chwili byłem nieobecny… gdzieś daleko… na pokładzie „naszego” dzielnego Maxusika… Śniło się jak można było popłynąć lepiej, skuteczniej, szybciej. Śniło się co musimy poprawić na przyszłość. Nawet chyba zrobiłem jakąś listę rzeczy do zrobienia przed kolejnym wyścigiem. Szkoda, że zniknęła po wybudzeniu, bo muszę ją napisać jeszcze raz. W końcu kolejne wyścigi już za kilka dni…
https://www.youtube.com/watch?v=UV830bRcZsY

Wyniki:
Maxus 22 s/y Atlantic Puffin, sternik Szymon Kuczyński. Finish
Time: +2 03.37:52. Elapsed: 32:37,52. Corrected: 27.38:07.

Miejsce w wyścigu: 2. Punkty 2. Wygrała z nami s/y Oceanna z czasem skorygowanym 27.06:25 i czasem rzeczywistym +1 22.06:25, punkt 1. Pozostały jachty z klasy wycofały się z wyścigu i otrzymały po 13 punktów.

W innych klasach tylko jeden jacht - s/y Dancing Queen ukończył wyścig (w kategorii „Open”). Pozostałe jachty ze wszystkich klas wycofały się z wyścigu."

Ozi, 4 lipca 2018
Więcej w temacie: Aktualności

« wróć do poprzedniej strony

Zobacz podobne tematycznie artykuły:

Zapraszamy na przywitanie w Polsce
Brożka, 23 maja 2018

Po zakończeniu rejsu Szymon wpłynie z Plymouth do wrócić do Polski. Pierwszym portem do którego zawinie będzie Kamień Pomorski. Właśnie tam, w Marinie Kamień Pomorski planujemy duże przywitanie żeglarza i jachtu. Pragniemy serdecznie zaprosić wszystkich kibiców by dołączyli do nas w tym szczególnym dniu!

SZYMON OPŁYNĄŁ ŚWIAT!!!
Brożka, 17 maja 2018

 Samotny rejsy Szymona dookoła świata został zakończony. 17 maja o godzinie 07:29 UTC "Atlantic Puffin" przeciął linię mety i wpłynął do historii polskiego i światowego żeglarstwa. Opłynął ziemię w czasie 270 dni 10 godzin i 29 minut.

Finish rejsu
Brożka, 15 maja 2018

Rejs „Call of the Ocean” jest już na finishu. Rano 15 maja Szymonowi pozostało około 200 mil morskich do końca rejsu. Prawdopodobny czas minięcia mety, którą stanowi falochron w Plymouth, to 17 maja z wysoką poranną wodą, czyli około 7 rano UTC (8 czasu lokalnego).

Od kilku dni lokalizator przez który podawane są pozycje jachtu i wiadomości na mapę lekko wariuje. W związku z tym trasa rejs znikła z mapy online. Po zmianie ustawień jednak nadal da się obserwowac pozycję Szymona


Komentarze

Autor:
Twój komentarz:

Ten artykuł nie był jeszcze komentowany

Partner główny

Patron honorowy

Newsletter

Podaj swój adres e-mail. Wyslemy Ci nowości i powiadomienia