zamknij
Strona główna » Aktualności » Tydzień 12 - Ląd! Kapitanie ląd!

Tydzień 12 - Ląd! Kapitanie ląd!

Podsumowanie tygodnia

Tydzień 12: 06.11 - 12.11 2017r

 

 - Ląd! Ląd! Kapitanie ląd! – krzyczy Pierwszak

- Zamknij japę palancie! (oryginalną wersje ocenzurowano), przecież śpię!! –warknąłem.

- Kapitan zawsze śpi jak się cos dzieje – rzekł Pierwszy.

- Co ty wiesz o moich snach? – mruknąłem – gdzie ten ląd?

- Tam – powiedział Ozi „I”.

- Tam? Tam są chmury – wkurzyłem się znowu – Jakiem Ozi „0” zaraz cię ……. w ten …… łeb! A taki sen miałem…

- W chmurach jest ląd. Sprawdziłem na ploterze – zameldował Ozi „I”.

- Na jakim ku… ploterze?? Kto jest od plotera? Ja jestem od plotera, dlatego zamontowany jest w koi. A ty jesteśmy moimi wzrokiem, słuchem, węchem, skórą, szóstym zmysłem i siódmym elementem, gdy śpię! Wara od plotera, bo zostaniesz kapitanem – zagroziłem.

- Nie,  nie! Ja nie chcę! Już nie będę. Ja nie chcę – prosił – kapitan to ma strasznie. Musi myśleć. Myślec o wszystkim. O tym jak przywalić w keje, znaczy właśnie nie przywalić. To trzeba sobie wszystko wyobrażać, wizualizować. Trzeba wymyślać te wszystkie niebezpieczeństwa! To strasznie straszne. To wymyślnie.

- Po co wymyślać? – spytałem

- No.. żeby o tym opowiadać – odpowiedział

- Po co opowiadać o wymyślonych niebezpieczeństwach? – nie rozumiałem go

 - Dla bezpieczeństwa. Żeby ludzie się trochę jakby lepiej przygotowali na niebezpieczeństwa - nadawał Pierwszak

 - Czyli wymyślamy coś strasznego, nawet takiego co nas nigdy nie spotkało i pewnie nigdy nie spotka i się w myślach z tym zapoznajemy, tak? Jakbyśmy się spotkali z czymś takim naprawdę, to tak jakbyśmy się już trochę znali? I wtedy jest trochę mniej strasznie w myśl zasady, że diabeł którego znamy jest lepszy od nowego, obcego?

 - Też ładne, kapitan to umie wymyślić – przypochlebił się Ozi „I” – myślałem raczej, że jak wiemy co się może stać to po pierwsze może próbować temu zaradzić, a po drugie jak się już stanie to co robić dalej. Taki scenariusz, procedurę mieć na wszelki wypadek. Kapitan to ma? Takie procedury, wizualizacje, wyobrażenia? Kapitan ma wyobrażenia niebezpieczeństw? – spytał z nadzieja w głosie.

- Tak, oczywiście! Ja ma wszystko jak należy! Wizualizacje i wyobrażenia, tak oczywiście mam. – powiedziałem głośno, próbując pozbyć się nocnych wspomnień za powiek - Pierwszak, ja widzę że ty masz zadatki na …

- Nie, nie – przerwał mi – ja nie mogę być kapitanem. Nie mam patentu kapitańskiego!

- Ha, Ha! Myślisz, że ja mam? Też nie mam – zgasiłem jego nadzieje.

- To dlaczego mówią do ciebie kapitanie?

- Nie wiem. Może nie pamiętasz imienia? A może to przez tą, no …. Jak jej tam?  Ta, hmmm… takie ładne imię dla dziewczynki, He?

- Tradycja! – podsunął Pierwszy

- O, to! Pewnie przez tradycje żeglarską tak mówią do mnie. Wiesz to takie dziwne zjawisko. Nie bardzo można kogokolwiek opanowanego przez tradycje przekonać, że mam na imię Szymon. Brożka też nie chciała być kapitanem, a jak Brożka czegoś nie chce to wszyscy BARDZO o tym wiedzą. I co?  I napisali, że była kapitanem. Dobrze, że nie kapitanką :P

 - Czyli nie jesteś takim prawdziwym, patentowanym kapitanem? Tylko jak ten Doktor Honorny Cazuar? – drążył – to nieźle brzmi, Kapitan Honorny Cazuar.

- Nie, nie jestem i nikomu na tym pokładzie na razie nie grozi bycie prawdziwym kapitanem. Nawet jak będziemy pływać 100 lat na Puffinie nie dostaniemy patentu kapitana jachtowego – uspokoiłem go

- Jak to tak? Dlaczego? – spytał.

- Ponieważ żeby być prawdziwym kapitanem trzeba zdobywać staż i doświadczenie podczas prawdziwych rejsów na prawdziwych dużych jachtach – wyjaśniłem.

- ?? – wymruczał pytająco

- W myśl polskich przepisów Puffin nie jest jachtem, na którym można zdobywać taki staż. Jest za mały.

- Za mały ? – Ozi „I” był coraz bardziej zdziwiony – znaczy, że my tu nie zdobywamy wiedzy i doświadczenia?....

( STOP! Narrator musi przerwać ten dialog bo oni mogą tak bez końca, a przede wszystkim są w stanie sprowadzić wszystko do absurdu. Co trudne w tym temacie zresztą nie jest.)

Dialogi od pewnego czasu są na porządku dziennym. Ozi „0” musiał się na to zgodzić.

Pierwszy został pierwszym nie przez przypadek. Tylko przez pytanie. Ważne pytanie, które kiedyś zadał. Spytał - ciekawe czemu się tak dziwnie bujamy? Jak na przybojowej fali, co nie?

Obudzony tym pytaniem Ozi „0” (czyli ja) miał jeden z tych charakterystycznych, a błyskawicznych ciągów myślowych. W 1 sekundę i 35 setnych był w kokpicie na kolanach. Obracając się na nich, stopą zrzucił siłownik autopilota z rumpla, a prawa dłoń już ten rumpel pchała do żagli. Lewa dłoń sięgała do szotów. Zwrot przez sztag był wzorcowy.  Jacht błyskawicznie przeszedł dziobem linię wiatru i tylko uderzenie balastem o dno było trochę dla tego manewru nietypowe. Od tamtej pory Ozi „I” ma dożywotnie przyzwolenie na zadawanie każdego możliwego pytania. I tak Ozi „I” został pierwszym oficerem. Miał na szczęście tyle taktu by nie pytać czy próba desantu na niemieckiej plaży poprzedzona była wielomiesięcznym planowaniem strategicznym). Tylko jedno pytanie na koniec tej dyskusji:

- Ozi, skoro nie jesteś kapitanem to kim jesteś?

- Żeglarzem. Jak się żegluje to się jest żeglarzem.

 

- Drugi – zawołałem – szykuj śniadanie!

- Yes Sir! – odkrzyknął Ozi „II” z kambuza

- Ser? Ser na śniadanie? – spytałem z nadzieją

- Ser? Jaki ser? Nie ma sera od dwóch miesięcy – odpowiedział drugi zdziwiony

- Przecież powiedziałeś: tak ser! Wiem co znaczy yes po angielsku! [Ozi jest znanym poliglotą – dopisek narratora]. Jest ten ser czy nie? Jak nie ma, to zapodaj kasze manną na laktozie i z masłem – zadysponowałem

- Laktoza? Z masłem? – spytał zdziwiony

- Tak z masłem! Z tym masłem, którego nie ma na oficjalnej liście zapasów! – warknąłem – zrobię wam wszystkim rewizję! Chowacie przede mną wszystkie rarytasy :( I czego się gapisz znacząco tam gdzie mam pępek? Ten rejs to eksperyment na miarę wyprawy Bombarda. Udowodnię wszystkim, że na jachtach się tyje, a nie chudnie. Poświęcę się dla nauki!

- Trzeci! – wrzasnąłem znowu – Dlaczego nawet ja zauważyłem, że wiatr siadł, a my wciąż zarefowani?

- A, bo... myślałem, łatwiej będzie no, śniadanie bez przechyłów – cicho odpowiedział Ozi „III” –tak jakby lepiej?

 - Dopóki nie rozrefujesz nie będzie śniadania! Wakacji pod żaglami ci się zachciało?! Do roboty! – ryczałem dalej. Jak to dobrze poryczeć sobie z rana. Człowiek od razu wie na czym stoi, znaczy leży, a pod powiekami się oczyszcza.

Nasuwa się naturalnie pytanie, ile jest Ozich? W czasie szkolnych eksperymentów okazało się że siedmiu lub ośmiu. Skąd ten brak dokładności? Ponieważ ósmego można tylko podejrzewać, nikt go nigdy nie widział. Ósmy czyli Ozi „VII”. Siódemka wiadomo liczba magiczna i prawdopodobnie ten Ozi też jest magiczny. Czyli może być niewidoczny. Ale skoro nikt go nie widzi czy jest dowód jego istnienia? Dowód? Oczywiście że jest! Czekolada zawsze jest dzielona na 8 równych części i ta ósma też znika.

I tak o poranku, po raz pierwszy od dwóch miesięcy zobaczyłem ląd. Musiałam podpłynąć do niego na mniej niż 3 mile żeby coś na chwile pojawiło wśród chmur i mgły.

Kilka godzin później Wyspy Crozeta były już przeszłością.

 

Na liczniku:

9645 mil z średnią 4,8 węzła czyli 114 mil na dobe

„do celu” zrobione 8934 mil z średnią 4,4 węzła czyli 105 mil na dobe

Mam robione 33% z zaplanowanej trasy.

 

Utwory tygodnia:

  • The Star and Titles – moment z ścieżki dźwiękowej z serialu Homeland
  • Keep Out  We Are Toxic – Snowy White&White Flames
  • Elk.Blood.Heart – zostało mi zaaplikowanie domózgowo, zespól wiadomo

Płyta tygodnia:

  • Nie ma, jest zespół tygodnia. Wiadomo, ten od łosi, drzwi, talizmanów itd. Czyli  All Them Witches rządzi!

Książki :

  • Robin Knox-Johnston – Mój własny świat
  • Chay Blyth – Niemożliwa podróż
  • Dzienniki Henryka Jaskuły

Ominięte:

  • Wyspy księcia Edwarda – ptaszory, lwy morskie, pingwiny, niby tez ptaszory, wulkany i bezludzie
  • Wyspy Crozeta – są tu ludzie! Wprawdzie to naukowcy, no ale naczelny to naczelny. Jest tu stacja badawcza. I cała masa głuptaków, aktualnie również młodych.
Szymon, 14 listopada 2017
Więcej w temacie: Aktualności

« wróć do poprzedniej strony

Zobacz podobne tematycznie artykuły:

 Okazuje się, że dzisiejszy dzień jest bardzo istotny w realizacji naszych Zewowych projektów. Rankiem (po godzinie 6 UTC) Szymon i Puffinek minęli kolejny z Przylądków na trasie - australijski Leeuwin. Chwilę później pojawiła się informacja o przedsprzedaży książki. Tak! Naszej książki o Zewowych przygodach

 Nie jestem wielkim miłośnikiem szybko przelatujących przez kabinę rzeczy. No, może z małymi wyjątkami. Dlatego też, gdy tylko mogę przekładam rzeczy z górnych przestrzeni kabiny do niższych, bezpieczniejszych - jak np. bakisty pod kojami. Sprzątałem właśnie w jednej z tych bakist. Najpierw znalazłem duży 0,5l słoik konfitur... 

tydzień 14 - Połowa Oceanu Indyjskiego
Szymon , 27 listopada 2017
tydzień 14 - Połowa Oceanu Indyjskiego

Połowa Oceanu Indyjskiego za rufą, wraz z całym bałaganem meteorologicznym. Chyba :) Wschodni indyk do tej pory wyglądał na dużo bardziej przewidywalny. Wielki niż na południu kształtował dość stabilną pogodę. Na południu wiatry o sile sztormu, a im dalej na północ tym wiatry słabsze, ale nadal mocne 5-7B. 

Tydzień 13 - brak instynktu samozachowawczego?

30 doba w Ryczących Czterdziestkach, 23 dni bez sztormu. Na Oceanie Indyjskim nie spotkałem ani jednej sztuki. Dziecko szczęścia? Bardzo bym chciał:) Są sztormy, są przeciwne wiatry… hmm dokładnie tam gdzie prowadzi moja zaplanowana trasa. A ja jestem zupełnie gdzie indziej...

Komentarze

Autor:
Twój komentarz:
Arek, 19 listopada 2017
Super rejs choć nie jestem żeglarzem czytam wszystko od deski do deski super przygoda zazdroszczę pozdrowienia
Arek, 19 listopada 2017
Super rejs choć nie jestem żeglarzem czytam wszystko od deski do deski super przygoda zazdroszczę pozdrowienia
Zioowas, 14 listopada 2017
Ojej Ojej! Już tak źle? Widże tu Golluma, Smeagola i może jeszcze paru innych zakręconych gosci! Ahoj Kapitanie o Wszyscy Ozi od "0" do "VII"

Partner główny

Patron honorowy

Newsletter

Podaj swój adres e-mail. Wyslemy Ci nowości i powiadomienia