zamknij
Strona główna » Aktualności » Tydzień 17 - i nudno i straszno i niepocztówkowo

Tydzień 17 - i nudno i straszno i niepocztówkowo

Podsumowanie tygodnia

Tydzień 17: 11.12-17.12 2017r

Gdybym miewał chorobę morska to bym się porzygał. Od zachodu i południowego zachodu wciąż przybiega spora czasem trzy-, czasem  czterometrowa fala. Do tego pojawiła się mniejsza, ale zauważalna fala z północy. Razem stworzyły niezapomniany spektakl. Tryskają gejzery, wybuchają wulkany, woda wygląda jak w ogromnym i trochę popsutym jacuzzi.  Tylko że w tym się żeglować nie da. Jacht ledwo się posuwa mniej więcej w dobrym kierunku. Wiatromierz pokazuje 10 węzłów wiatru, ale nie wiadomo czy to faktycznie ruch powietrza czy może raczej ruchy masztu z prawej na lewa burtę i z powrotem. Grot maksymalnie wypłaszczony obciągaczem i szkentlą, bom zablokowany na sztywno szotem i kontraszotem. Dobrze, że mogłem żagiel wypłaszczyc regulacjami. Standardowo głęboki grot pod wypływem nagłych przechyłów jachtu gwałtownie zapalał się raz w jedną, raz w drugą stron. Siła to ogromna i mogąca coś zniszczyć, urwać. Płaski żagiel nie sieje spustoszenia, a jest niezbędny żeby utrzymać minimalna prędkość niezbędną do utrzymania sterowności. Ile godzin tak jeszcze? Zło, zło mnie dopadło! 

A tu masa roboty. O… O bogowie jeszcze nie wymyśliłem codziennego sms! O demoniszcze musze napisać podsumowanie tygodnia! Zdjęcie! Czy da się zrobić zdjęcie? 

Dostałem proste zadanie biurowe. Potrzebna jest dedykacja, którą można powielać. Proste. Wstajemy od biurka idziemy do drukarki i bierzemy kartkę papieru, albo od razu trzy, na wszelki… Wracamy do biurka i z kubka z napisem „Dla najprzystojniejszego faceta w firmie” wyciągamy kilka długopisów i pisaków. Wybieramy 2-3 najsensowniejsze i przez kolejne pół godziny, (ponieważ mamy pewnie te różnych dysgrafie, dysplazje, dyski itp.) meczymy się z „ładnym” wypisaniem tekstu. Jeszcze robimy skan lub zdjęcie telefonem, a to kolejne 5-10 minut. Zostaje wysłanie maila, co nie powinno zająć więcej niż minuta, może dwie. Razem to 45-55 minut niezbyt wymagającej pracy. Oczywiście to jest czas dla mnie gdyż musze wykonać przynajmniej 5-6 prac pisemnych nim jakakolwiek nada się do odczytania. Dla większości to pewnie z 10-15 minut pracy. 

U mnie problem zaczął się już na etapie – biała, bez linii i kratek kartka papieru? Po kilku godzinach wpada przypadkowa myśl i wiem, że mam. Chyba. Kilka miesięcy temu miałem takie białe kartki. W magicznym, eleganckim zeszycie z wyciśniętym napisem Suez na twardej okładce. Magicznym, bo papier wykonany nie z drewna tylko z skały :) Ciekawe czy papier wciąż biały czy już zielony od wszechobecnej wilgoci. Niestety te i inne nie używane sprzęty papierowe są w pudle na samym dziobie. Za i pod żaglami, pustymi baniakami po wodzie, torbami i pojemnikami  z narzędziami. Dziób to mimo wszystko najbardziej suche miejsce na jachcie dlatego właśnie tam papiery i narzędzia. Tylko, że papiery w najbardziej niedostępnym na łódce miejscu.   No nic trzeba tam się jakoś wczołgać. Hmm… ale teraz to słaby pomysł.  Płynę praktycznie fordewindem. Jest spora fala w dodatku nie z jednego kierunku, ale krzyżują się dwie pod kątem 30-40 stopni. Czyli jest ryzyko, że fala paskuda, która się zdarza od czasu do czasu może nas położyć zarówno na prawej jak i na lewej burcie. A  paskuda często jest w towarzystwie. Pierwsza paskuda nas wywiezie do wiatru i fali więc następna uderzy bezpośrednio w burtę.  Pokład zaleje woda i się bardzo mocno przechyli. Jeszcze pewnie nie przewróci, ale może przyjść trzecia  fala i…… nie wiem. Nigdy nie miałem trzeciej fali w pół burty. Puffin zawsze zdążył nadstawić z powrotem tyłek. To pewnie dlatego, że jest taki mały i krótki, ma szanse zdążyć wrócić na prawidłowy kurs. Ale jeżeli ja dociążę dziób łódka stanie się bardziej nawietrzna i może nie udać mu się wrócić do fordewindu. I będzie klops, dupa zbita i w ogóle. Łódka przewrócona lub leżąca płasko na wodzi, a ja zablokowany w forpiku zawalony kilogramami różnych rzeczy. Słaby scenariusz. To ja poczekam parę godzin aż zaczną się uspokajać warunki. Albo kilkanaście…. albo kilkadziesiąt? :). W końcu po ponad dobie warunki są ok. Dobieram się do składziku z którego musze wyrzucić puste baniaki po wodzie które robią za dodatkowe komory wypornościowe. Ponieważ suche szmatki na jachcie już od dawna nie istnieją każdy baniak musze wycierać do sucha papierem toaletowym. Ekologia przede wszystkim! Ciekawe czy mi starczy papieru do podstawowej czynności jak będę taki rozrzutny? :) Baniaki są mokre ze względu na skraplająca się w kabinie wilgoć. A nie położę ich mokrych na koji, śpiworze, sztormiaku itd. Tych wszystkich rzeczy, które codziennie susze własnym ciepłem. Gdybym je (tą lekko bzdurną czynnością) zamoczył to nie tylko bym się wku***ił, ale też pewnie by mi po prostu witki opadły. Od ponad dwóch miesięcy trwa codzienna, przegrana, syzyfowa walka z wodą, wilgocią która wdziera się wszędzie i różnymi sposobami. Stwierdził bym, że ja to szanowni państwo pie****le, nie będę nic robił , nie chce mi się.

„Nie chce mi się” to najgorsza choroba, która może przytrafić się załodze, szczególnie jednoosobowej. „Nie chce mi się” zarefować, rozrefować, ugotować obiadu, lepiej ustawić autopilota, poprawić trym wzdłużny czy poprzeczny jachtu, spać po nawietrznej, zreperować coś od reki, wymienić przetartą linę, wykapać itd. Jest masa czynności wpływających bezpośrednio na żeglugę czy nasze zdrowie. Gdy zaczynamy to olewać to przestaje być bezpiecznie, skutecznie i zdrowo. To nie tygodniowy rejs gdzie można poczekać do portu z obiadem, kąpielą, suszeniem, brakiem ładowania akumulatora, itp. Za każdym razem gdy otwierasz oczy budząc się, niekoniecznie o poranku, a częściej po półgodzinnej drzemce, powinieneś mimo wszystko być ciekawy co się wydarzy. Codzienne dziwie się, że jestem tu gdzie jestem.  Codziennie zachwycam sie herbatą czy tuńczykiem z puszki :) (na ile sposobów da się zrobić taką puchę!?). Codziennie nie mogę doczekać się kolejnych stronic w książce i dźwięków muzyki. Do tego te kolory i zapach oceanu. Te równie banalne jak piękne wschody i zachody słońca i te sztampowe, jak z pocztówki ptaki na jego tle. Tyle, że to nie pocztówka. Tak, to wszystko oceaniczna nuda. Ocean dostarcza tu masę rozrywki tylko trzeba się w nią mocno wgryźć, smakować i nie spieszyć. Inaczej nic nie dostaniemy. Będzie szaro, mokro, daleko od domu. Będzie tylko nudno i straszno. Bo tu jest i nudno i straszno i przede wszystkim niepocztówkowo.

Na liczniku:

13978 mil z średnią 4,9 węzła czyli 117 mil na dobę

„do celu” zrobione 13092 mil z średnią 4,6 węzła czyli 109 mil na dobę

Do mety jeszcze 13755 milDo Hornu 4499 mil

Utwory tygodnia:

  • Jose Gonzales – Remain
  • Kaliber 44 – Gruby Czarny Kot
  • Jarek Śmietana & Bill Neal – Albatros
  • Kowalski - Marian

Książki:

  • Terry Pratchett – Prawda
  • Witt Szostak -  Wichry Smoczogór
  • Terry Pratchett – Piąty elegant
  • Terry Pratchett – Carpe jugulum

Ominięte:

  • Australia
  • Tasmania
  • Sztormy. To już 7 tydzień bez sztormów. Cały Ocean Indyjski bez sztormów, choć w ostatnim tygodniu było ciężko uciekać, gdyż przez ląd nie  było gdzie. Koło Tasmanii przepłynąłem bliżej niżbym chciał.

Minięty: 

  • 147 południk wschodni – jestem na Pacyfiku!
Szymon, 2017-12-19
Więcej w temacie: Aktualności

« wróć do poprzedniej strony

Zobacz podobne tematycznie artykuły:

Tydzień 33 - to nie Sztynort w lipcu!
Szymon , 14 kwietnia 2018

Po zachodzie słońca następuje atak ptaków. Wpierw jeden wylądował na solarze. Pomyślałem, że może chce dłuższej podwózki, to zrobię mu zdjęcie jak się zrobi rano jasno. Spałem słabo bo upał koszmarny, ale chyba cos jeszcze mnie wybudzało. Hałasy z pokładu. 

Tydzień 32 - chciałem naleśniki
Szymon, 5 kwietnia 2018

Tydzień zaczął się ostro. Całą niedziele było szkwaliście, ale raz przywaliło 8-9 i w expressowym tempie zrzucałem grota, foka i jechałem na samym foczku baby. Znalazłem też kolejny sposób na przywoływanie wiatru. Pierwszy to oczywiście próba ugotowania obiadu. Zawsze gdy masz pełny garnek na gazie to zawieje sporo więcej

Tydzień 31 - póki co trwa wyścig
Szymon, 26 marca 2018
Tydzień 31 - póki co trwa wyścig

Rzutem na taśmę ten tydzień okazał się lepszy od poprzedniego. To daje cień nadziei. Na co? Na poprawienie czasu Alessandro di Benedetto. Opłynął on świat na łódce trochę większej, przerobionym jachcie klasy Mini 650. Zrobił to w 268 dni. 

Tydzień 30 - noce na pokładzie
Szymon, 22 marca 2018

To najsłabszy tydzień rejsu jeżeli chodzi o przebiegi. To już było? Przebyta droga lepsza wprawdzie od poprzednich tygodni, ale do celu zrobione tylko 320 mil. Najgorszy wynik rejsu. To moje czarne tygodnie wyprawy. 

Komentarze

Autor:
Twój komentarz:
eska, 2017-12-19
A ja czasem narzekam że mi zimno w domu bo pogoda za oknem taka do d *** ;P Dobra już nie narzekam.
Gilu, 2017-12-19
Ale fajnie to napisales
Gilu, 2017-12-19
Ale fajnie to napisales
Damian, 2017-12-19
Obserwuję i podziwiam. Lubię żeglować ale nie widzę siebie tam i teraz. Pozdrawiam!

Partner główny

Patron honorowy

Newsletter

Podaj swój adres e-mail. Wyslemy Ci nowości i powiadomienia