zamknij
Strona główna » Aktualności » Tydzień 18 - zaplanowałem sobie świąteczną...

Tydzień 18 - zaplanowałem sobie świąteczną wyżerę

Podsumowanie tygodnia

Tydzień 18: 18.12-24.12 2017r

Są czasem takie sytuacje, gdy człowiek budzi się w innym łóżku niż planował. Bywa. Gorzej, gdy nie pamięta się, dlaczego.  Ale ja przecież zabrałam tylko 0,5l alkoholu 32% na cały rejs. Wiem, wiem kolejny element nie zgodny z tradycją. Henryk Jaskuła miał przecież sporą „apteczkę”, podobnie Chay Blyth. Robin Knox-Johnston to miał chyba więcej alkoholu na pokładzie niż wody. Poważnie! :)

Niestety, mimo że obudziłem się w nieplanowanej koi to zajmowałem ja sam.  Pozycja moja była też niezbyt wygodna. Twarz była wkomponowana w krawędź jaskółki. Jacht miał zdecydowany przechył na lewą burtę, przez co miałem przez parę sekund problem żeby się pozbierać. W pierwszym odruchu sprawdziłem czy mam na nosie okulary. Były, bez lewego szkła i z pękniętą ramką. W drugim odruchu, ta sama dłonią poszukałem czołówki. Nie było jej na czole. Zawsze, gdy pływam samotnie śpię w okularach, a w złą pogodę, gdy trzeba czasem szybko reagować na głowie jest też czołówka. Zsunęła się ale był tuż obok. W pierwszej kolejności wyciągnąć zapasowe (mam 2 pary zapasowych) okulary. Były dokładnie w tej jaskółce w która przywaliłem. Równocześnie nasłuchuje co z jachtem. Co dziwne nie słyszę nic dziwnego. Siłownik autopilota pracuje normalnym krótkimi cyknięciami trzymając kurs. Nic nie wskazuj żeby jacht był w jakimś półwietrze, bokiem do fali czy coś w tym stylu. Szum wiatru jest normalny, jak przy fordewindzie, żagiel nie łopocze. Jacht płynie tak jak powinien płynąc. O co chodzi? Co tu się wydarzyło? W mgnieniu oka przeleciałem z prawej na lewą koje mimo założonej sztorm rury. Boczne koje są bardzo wąskie, nie ma za bardzo jak się rozpędzić. Uderzenie musiało być bardzo potężne skoro rura się zgięła, przez co wypadła z gniazd. Do tego przechył musiał być bardzo duży gdyż zamiast na podłodze to wylądowałem na przeciwnej koi, a w zasadzie na burcie. I to nie przesuwając się ani centymetr w stronę dziobu. Wszystko wskazuje na to ze fala była jedna, bardzo wielka i poruszała się prostopadle do zafalowania. Gdyby uderzyła od rufy to ewentualnie wylądowałbym w forpiku. Gdyby to była klasyczna seria dużych „paskud” to najpierw była by wywózka do półwiatru, a w międzyczasie moje dłonie wyćwiczonym ruchem zacisnęły by się na krawędziach jaskółek lub handrelingach. 

Skończyło się na zdemolowaniu kuchenki. Wyrwało zarówno samą kuchenkę jak i jedną z jej osłon. Musiała zrobić to sztormrura bo kambuz jest w tak zwanych nogach, a ja od pasa w dół jestem sprawny i nawet niezadrapany. Na pokładzie nie wydarzyło się kompletnie nic, a okulary da się naprawić bo szkło całe, a ramka plastikowa. Trochę gorzej było ze mną.  Siniak po czołówce na czole, rozcięta brew, spuchnięte i sine lewe oko. Obolałe plecy i parę siniaków gdzieniegdzie. Najgorzej było z ustami. Górne jedynki podawały, że delikatnie ale zostały wstrząśnięte u fundamentów, najgorzej było z dołem. Jadąc ustami po krawędzi jaskółki wywinęło mi dolna wargę i rozcięło w pionie od wewnątrz do mięcha na długości koło 4cm. I to mi zepsuło humor. Tym razem jak nigdy dotąd (to moje trzecie samotne Boże Narodzenie na oceanie) zaplanowałem sobie świąteczną wyżerę. Mama przygotowała produkty do zrobienia kutii i andrutów. Do tego zaplanował jeszcze kilka innych dań. Miało to wyglądać tak:

Andruty zwane na prowincji piszingerami. Jest obowiązkowa kutia i cała reszta może nie istnieć. Pierogi z kaszą gryczana i grzybami. Barszcz z buraków. Ciasto czekoladowe z fasoli by Gosia Wrzeszcz, jest Crumble od Rondla. Ciasto drożdżowe z brzoskwiniami i kruszonką. Kotlety rybne, sałatka z tuńczyka. Świeży chleb i ogórki na ostro. Miały być jeszcze rogaliki, ale nie dotarł przepis. 

Miałem zrezygnować z takiej uczty? Zresztą najpierw trzeba był zając się moja głową, czy aby nie wstrząśnienia czy coś. Siedzę na łączach i regularnie się melduje, że mózg mi pracuje tak samo źle jak do tej pory. W miedzyczasie wysłałem zdjęcia moich obrażeń. No i w końcu spróbowałem coś zjeść. Okazało się, że zupę da radę. Było to całkiem pocieszające w kontekście kutii. Ale nagle z brzegu zakazy! Nie wolno jeść słodkiego, w ogóle nie wolno jeść. Bo pożywka dla bakterii. Bakterie – zakażanie – sepsa – niczego nie będzie. I jeszcze pomysł żebym odkaził pysk od środka alkoholem. Poważnie to rozważałem. Orzechówka odpadała bo słodka. Był czysty spiryt który mogłem rozwodnić, ale zwyciężył rozsądek. Ma lać alkohol na otwarta ranę w ustach? Zrezygnowałem bo nie mam antyseptycznego gryzaka. Zresztą najlepszy antyseptyk jaki mam to moja własna ślina. I już uspokojony zabrałem się za szykowanie kolejnych dań. Nie jeść? Nie za bardzo mogłem znaleźć przycisk pauza dla gry: „samotny rejs wokół świata”.  

Tak jak podejrzewałem drugi tydzień przy lądzie równie ciężki jak pierwszy. Może nawet gorszy. Uciekając przed sztormami na północ bardzo zbliżyłem się do brzegów Tasmanii. Na szczęście starczyło miejsca by umknąć przed sztormowym wiatrem. U mnie było może 7B, w podmuchach może więcej. Niestety nie uniknąłem fali, która przyszła z centrum sztormu i nawet u mnie jej średnia wysokość przekraczała przez jakiś czas 5m. 

Zrobiło się za to wręcz upalnie. W dzień temperatura przekraczała 20C. Pierwszy raz od równikowego Atlantyku widziałem błyskawice. Ale w końcu mamy lato! Przecież właśnie była najkrótsza noc w roku. Noc Świętojańska na Pacyfiku? :) Również pierwszy raz od Atlantyku wykąpałem się na pokładzie. Pozwoliłem nawet wysuszyć się wiatrowi. 

No i z ważniejszych spraw to połowa trasa za rufą! Zaczynam wracać do domu :)

Pozostał jeszcze atak szczytowy czyli odcinek od Nowej Zelandi do Hornu. Teraz trzeba płynąć maksymalnie skoncentrowanym, maksymalnie szybko i maksymalnie ostrożnie. Taa, jakoś to pogodzimy z Puffinem :) Nie szukamy problemów , a rozwiązań :)

Wesołych Świat!

P.S. Ponoć pierwsza partia książki już wyprzedana, ale nie martwcie się w styczniu pojawi się w księgarniach druga partia ;)

Na liczniku:

14740 mil z średnią 4,9 węzła czyli 116 mil na dobę

„do celu” zrobione 13727 mil z średnią 4,5 węzła czyli 108 mil na dobę

Do mety jeszcze 13119 mil, zrobione 50,6% z zaplanowanej trasyDo Hornu 4076 mil

 

Utwory tygodnia:

  • Ball and chain – Natalia Przybysz
  • Endless - Keith Jarrett Trio

Płyta tygodnia:

  • Changeless – Keith Jarrett Trio

Wykonawca tygodnia

  • Keith Jarrett

Książki:

  • Terry Pratchett – Ostatni kontynent
  • Tadeusz Perkitny – Okrążmy świat raz jeszcze. Tom I Ruszamy po przygode. 
  • Tadeusz Perkitny – Okrążmy świat raz jeszcze.Tom II Oko w oko z przygodą (To jedna z tych książek przeczytanych w dzieciństwie, które zwichrowały mi dorosłość. )

Ominięte:

  • Sztormy. To już chyba 8 tydzień bez sztormów. Chyba zmieniam zdanie na temat tego czy mały jacht może uciekać przed sztormami. Oczywiście nie zawsze, nie wszędzie. 

Minięte:

  • Morze TasmanaPółmetek. Połowa trasy za rufą :) Yuuupi!

 

Szymon, 2017-12-25
Więcej w temacie: Aktualności

« wróć do poprzedniej strony

Zobacz podobne tematycznie artykuły:

Puffin jak feniks z popiołu
Ozi, 22 września 2018

Wygraliśmy! Cały sezon byliśmy w czubie ale brakowało tej wisienki... Ale mamy to! Wygraliśmy  prawdopodobnie najtrudniejsze regaty z cyklu Pucharu Bałtyku Południowego!  Zwycięstwo w 59 Regatach Gdynia - Władysławowo - Gdynia jest nasze :) Relacja naszego pokładowego kronikarza, taktyka i trymera grota Wiktora Plitko:

9 czerwca Atlantic Puffin zawinął do macierzystego portu w Kamieniu Pomorskim.  14 czerwca został wyciągniety na ląd by dokonac kosmetyki części podwodnej. 24 czerwca wypłynął do Górek Zachodnich by 29 wystartowac wyscigu B8. Zajął w nim drugie miejsce...

Zapraszamy na przywitanie w Polsce
Brożka, 23 maja 2018

Po zakończeniu rejsu Szymon wpłynie z Plymouth do wrócić do Polski. Pierwszym portem do którego zawinie będzie Kamień Pomorski. Właśnie tam, w Marinie Kamień Pomorski planujemy duże przywitanie żeglarza i jachtu. Pragniemy serdecznie zaprosić wszystkich kibiców by dołączyli do nas w tym szczególnym dniu!

SZYMON OPŁYNĄŁ ŚWIAT!!!
Brożka, 17 maja 2018

 Samotny rejsy Szymona dookoła świata został zakończony. 17 maja o godzinie 07:29 UTC "Atlantic Puffin" przeciął linię mety i wpłynął do historii polskiego i światowego żeglarstwa. Opłynął ziemię w czasie 270 dni 10 godzin i 29 minut.

Komentarze

Autor:
Twój komentarz:
jurek, 2017-12-30
Wesołych Świąt i Nowego Szczęśliwego Roku. mimo wszytko po odwiedzinach Mikołaja
szalonego ciągnij dalej jesteśmy z Tobą!!!
Damian, 2017-12-25
A my tu spokojnie zajadamy rybkę:( Jestem z Tobą i trzymam kciuki. Pozdrowienia!
Zioowas, 2017-12-25
Fotka bardzo klimatyczna. Dla spokojności kibiców i bliskich nie pokazuje zbyt wiele. 3mam kciuki.

Partner główny

Patron honorowy

Newsletter

Podaj swój adres e-mail. Wyslemy Ci nowości i powiadomienia