zamknij
Strona główna » Aktualności » Tydzień 19 - tylko przetrzymać Sylwestra

Tydzień 19 - tylko przetrzymać Sylwestra

Podsumowanie tygodnia

Tydzień 19: 25.12 - 31.12 2017 r

Stoję w zejściówce robiąc pranie w wiaderku. Wieje 2-3B, płynę pod genakerem robiąc 4 węzły. Ocean jest teraz taki jaki lubię: atramentowo-granatowy. Fala ma może z pół metra wysokości. Z głośnika powoli sączy się Echoes Pink Floydów, a niebo ma przy tym kolor niebieski. Po niebie tym hasa luźne stado niewielkich cumulusów. Żółte ścierwo mnie ogrzewa, w zasadzie również opala, bo ubranie jest w wiaderku. 20 stopni, idealnie. Mimo scenerii iście pasatowej to słynne Wyjące Pięćdziesiątki. Co kilkadziesiąt sekund tuż obok jachtu, jakieś 2m za rufa przelatuje albatros. Tylko one zostały. Wszystkie małe ptaszory zostały gdzieś przy Tasmanii i Nowej Zelandii. Przeleciały ze mną ponad ocean. Dostarczyłem. Znowu kurier. Tryb kuriera często mi się włącza, szczególnie gdy jest źle. Nie wiem czy mogłem sobie wybrać lepszą prace by przygotować się do moich eskapad. Nigdy i nigdzie nie dostałem tak w kość jak w tej robocie jeżdżąc rowerem.

Dwa dni później mogłem dać wolne autopilotowi, bo płynąłem bajdewindem w którym Puffin nie potrzebuje nowoczesnych rozwiązań, a przy okazji jest ciszej i więcej prądu dla mnie. Muza więc idzie na cały regulator! :) Zaraz, zaraz… sprawdzę w dzienniku. Tak, podobnie wyglądało wejście na Ocean Indyjski po minięciu afrykańskich przylądków. Najpierw lajtowa,  przyjemna pogoda później odkręciło na bajdewind właśnie. A później przez całego Indyka udawało mi się uciekać przed sztormami. Brzmi dobrze! Tego się trzymamy ;)

Muszę tylko przetrzymać Sylwestra. Nie będzie lekko, bo to dwudniowa impreza. Najpierw 31 grudnia na półkuli wschodniej, a w międzyczasie mijam linię zmiany daty, wpływam na półkulę zachodnią, przestawiam zegarek i wciąż mam 31.12. Do tej pory pierwszy witałem słońce to znaczy przed Wami, a teraz wschód będzie 12 godzin później niż u Was. Co ważne wyrównałem rachunki, bo przecież w poprzednim rejsie, gdy żeglowałem wschodu na zachód to zabrano mi dzień życia. A to jednak całkiem sporo przynajmniej dla mnie :)

Wciąż udaje mi się trzymać harmonogramu, a nawet go wyprzedzać. Ja zawsze mam ostrożne założenia, a Puffin i tak robi wszystko po swojemu. Czyli jestem tu gdzie jestem w  najlepszym możliwym momencie czyli dokładnie latem. Został atak szczytowy czyli te 4 tys. mil do Hornu, gdzie mam nadzieje być w pierwszej połowie lutego. Mam tam umówione kilka spotkań, kurierowi trochę głupio się spóźniać więcej niż 5 minut :) Później już w miarę z górki. Ale pamiętam, że zawsze trzeba uważać żeby się nie potknąć. 


Na liczniku:

15499 mil z średnią 4,8 węzła czyli 116 mil na dobę

„do celu” zrobione 14920 mil z średnią 4,7 węzła czyli 112 mil na dobę

Do mety jeszcze 11926 mil, zrobione 55% z zaplanowanej trasy

Utwory tygodnia:

  • You Can Hear The Room – Piano Magic

Płyta tygodnia

  • A Deeper Kind of Slumber - Tiamat

Książki:

 

  • Terry Pratchett – Czarodzielstwo
  • Arthur Conan Doyle – Świat Zaginiony
  • Terry Pratchett - Równoumagicznienie

 

Ominięte:

  • Sztormy. To już chyba 9 tydzień bez sztormów.  Nowa Zelandia. Bardzo niestety, bardzo ominięte. Ale następnym razem…Wyspy Antypody – ostatni skrawek lądu przed południowym krańcem Ameryki. Po drodze przed ponad 4000 mil nie ma nic, nawet samotnej skałki. Atlantyk przy Pacyfiku wydaje się trochę większym morzem. Takim bardzo swojskim. Wszędzie blisko, wszędzie znajome miejsca i ludzie. Ocean Spokojny poraża ogromem pustych przestrzeni i wielkich odległości do pokonania. Jest tu dużo miejsca i czasu by się zrelaksować.

Minięte:

  • Morze Tasmana
  • Linia zmiany daty – przepłynąłem z półkuli wschodniej na zachodnią i odzyskałem dzień życia.
Szymon, 1 stycznia 2018
Więcej w temacie: Aktualności

« wróć do poprzedniej strony

Zobacz podobne tematycznie artykuły:

Tydzień 22 - odzieżowe wyliczanki
Szymon, 22 stycznia 2018

W końcu jest wszystko jak należy, podręcznikowo wręcz. Jest zimno (2-5C w kabinie), mokro (deszcz, śnieg, śnieg z deszczem) i wieje w tyłek. Zazwyczaj 6-7B momentami 8B, ale są to 2-4h przesilenia, więc nie nazwę tego sztormem. No i niż, niż’a pogania. Jak w Tańcu Węża na weselu, jedzie jeden za drugim. 

 Ponieważ Szymon nie zdążył z pisaniem (skończył mu się prąd). Ten tydzień podsumowuje tylko część pierwsza wpisu. Jeśli pojawi się słoneczko - będzie część druga :)

Chleb jeszcze gorący, a ja paluchami zrywam mu z grzbietu chrupiąca skórkę. Niepohamowanie? Skądże znowu? To czysty  pragmatyzm :) Od dwóch dni ani słońce, ani księżyc nie są wstanie się do mnie przebić. Jest 100% wilgotności - mgła. Nie mogę pozwolić żeby wilgoć zamieniła mi chleb w kluchę, chrupkość znika wiec w moich ustach.

Są czasem takie sytuacje, gdy człowiek budzi się w innym łóżku niż planował. Bywa. Gorzej, gdy nie pamięta się, dlaczego.  Ale ja przecież zabrałam tylko 0,5l alkoholu 32% na cały rejs. Wiem, wiem kolejny element nie zgodny z tradycją. Henryk Jaskuła miał przecież sporą „apteczkę”, podobnie Chay Blyth. Robin Knox-Johnston to miał chyba więcej alkoholu na pokładzie niż wody. Poważnie! :)

Komentarze

Autor:
Twój komentarz:
Michal, 8 stycznia 2018
Pomyślności i Żegluj tak dalej!
Zioowas, 8 stycznia 2018
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Bezpiecznego ukończenia rejsu życzę!
Tomasz Borowski, 8 stycznia 2018
Ja tak się zastanawiam......?? Czy jest to rejs dookoła świata czy wokół Antarktydy ?
Gilu, 6 stycznia 2018
Skoro w kurierce dostałeś w kość, to w takim razie pływanie dookoła świata jest lekkie łatwe i przyjemne !

Partner główny

Patron honorowy

Newsletter

Podaj swój adres e-mail. Wyslemy Ci nowości i powiadomienia