zamknij
Strona główna » Aktualności » Tydzien 23 - nieominięty: sztorm

Tydzien 23 - nieominięty: sztorm

Podsumowanie tygodnia

Tydzień 23: 22.01 - 28.01.2018 r.

Nieominięty: Sztorm. Koniec prawie 90 dni skutecznych uników. Ty razem dorwało i zabujało. Zabrakło 10 dni bym mógł się chwalić, że 40-50tki jadły mi z ręki, a góry lodowe to cieliły się na mój widok w kawałki odpowiednie do drinka.

Pacyfik  zapukał w okienko, w to zawietrzne niestety. Od dwóch dni prognozy pogody mnie trochę denerwowały. To że ich sprawdzalność powyżej 3-4 dni jest słaba to normalne. Choć przez większość żeglugi na południu nawet patrząc 5-6 dni do przodu można było wychwycić jakie są mniej więcej tendencje. Ale byłem coraz bliżej lądu który zawsze psuje stabilność pogody więc nie liczyłem na tak odlegle w czasie prognozowanie. Problem w tym, że nie mogłem być już pewny pogody nawet na najbliższe dni. Nawet następna doba zmieniała się w każdym kolejnym gribie. Przypuszczałem więc, że tym razem nie uda mi się przechytrzyć niżu. Ciśnienie było niższe niż planowane. Mogę zapomnieć o spokojnych 7B.

Od 4h wiało ponad 40 węzłów, od pół godziny 45. Równocześnie  wiatr zmienił kierunek i fala była z baksztagu, a nie z rufy. Niby taka zmiana jest naturalna ale chmury trochę sugerowały, że być może tylko chwilowa. Trochę nie uśmiechało mi się robienie zwrotu przez rufę. Od tygodnia jechałem bez autopilota, łódka sterowana była przez babyfok. Działało to całkiem nieźle. A przynajmniej na tyle dobrze żeby wykręcić najlepszy tygodniowy przebieg w tym rejsie. Zrobiłem 934 mile czyli średnio 133,5 mili na dobę (5,6kt). A dzięki temu oszczędzałem Ryjka (autopilot) dla którego to przecież drugi już rejs dookoła świata. No i może być potrzebny gdyby było gorzej, a mój system samosterowności się nie sprawdzał. Będzie też wręcz niezbędny przy bardzo słabych wiatrach na Atlantyku. A zwrot bez niego nie jest tak sprawny. Jest trochę linek sterujących do wydłużenia, skrócenia. Przełożenie gumy na rumplu i kalibracja tego wszystkiego. Trwa to dobre parę minut. Co najmniej... Jeszcze nie jechałem z tym systemem na drugim halsie. Mogło to trochę się przedłużyć, a fale nie poczekają. I czułem w kościach, że to chyba końcówka wichury. 

Oczywiście miałem racje :) Tyle że jestem też skończonym debilem. Zawsze najgorsza fala jest na końcu, albo po sztormie. Ta wielka fala w sztormie jest pełna energii, jest potężna, ale zachowuje się dość przyzwoicie. Idzie w równym rytmie i jest przewidywalna. Fala, 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9,fala, 1….9, fala. Czasem potrząśnie grzywą i walnie w jacht. Ok… czasem znajdą czarne owce w rodzinie, źle wychowane. Załamią się nad jachtem, zaleją go tonami wody. Ale to się zdarza sporadycznie w sztormie. Ale tam na końcu, w ostatnich ławkach siedzą łobuzy. Taka fala z końca sztormu jest zła. Jakby wiedziała że jej żywot sie kończy i w złości chce wylądować się na czymś resztką swojej ogromnej siły. Te fale poruszają się chaotycznie, krzyżują, spiętrzają, doganiają. Byłem w kabinie, w pełnym rynsztunku bojowym. Tak zresztą jest już od 2 tygodni. Co pewien czas coś uderzyło w burtę, czasem przestawiło jacht, czasem wybiło z kursu. Ale 10 sekund przerwy miedzy kolejnymi grzywaczami to dla 6 metrowego jachtu masa czasu. Na upartego zdążył by zrobić 360 stopni i wrócić na pierwotny kurs. Poczułem od razu, że ta jest inna. Ciężko to wytłumaczyć, ale człowiek bardzo szybko uczy się typowego zachowania jachtu na typowej fali. I od razu wyczuwa zmianę. Jacht szedł mocno w górę, przechył nie większy niż 20 stopni. Wiedziałem już, że raczej się z tą falą nie zabiorę w zjazd. I dobrze, bo byłem do niej pod kątem, a do tego była tak wielka, że zasłoniła by wiatr a sterowanie było przecież wiatrowe. Gdybym zaczął zjeżdżać zbyt szybko byłoby ryzyko, że „sternik” nie skontruje odpowiednio na czas, łódka zacznie ostrzyć ustawi się bokiem do fali i ta ją zroluje. Czyli luz, zero stresu ;) Ale z takimi falami to trochę jak dresikami na dzielni. Lubią chodzić w parach czy w trójkę. Gdy szczyt fali właśnie przechodził pod Puffinem pomyślałem – jeżeli następna nie będzie większa powinno być OK. Zdążyłem skończyć tę myśl, i może nie należę do czołówki najświatlejszych współczesnych intelektów (wiecie tych których myśl jest szybka jak błyskawica i ostra jak brzytwa) to ile to mogło trwać 2-3 sekundy? I jeeebuduu. Nie były nawet bardzo głośno, tylko że wywróciło mi mój mały świat. Ręką trzymałem się handrelingu z jednej burty, a stopą stałem na przeciwnym. Są zamontowane nad oknami, praktycznie w suficie. Nie specjalnie miałem czas i ochotę się stresować. Wzrokowo sprawdzałem czy luk i wywietrzniki są zamknięte. Była też myśl – wstanie? Wstał. Dość szybko raczej, ale ciężko określić czas. Może 3-4  sekundy?

Pufffin wstal, woda z niego spływała a on zaczął płynąc dalej. Znaczy chyba wciąż mam maszt? :) Tak, wszystko było. W kokpicie przestawiło tylko wiosło, trochę jeden z solarów, większość lin ciągnęła się za burtą. No i strzelił kontraszot grota. Miałem go wymienić bo był przetarty trochę w jednym miejscu. Chyba sobie wytatuuje hasło „co masz zrobić dziś, zrób jutro, albo pojutrze”. Gdyby ta osłabiona lina nie pękła pewnie miałbym złamany bom.  W środku kompletnie już oderwała się przednia osłona kuchenki.  A tak poza tym…..Wszystko, praktycznie wszystko z lewej burty i podłogi wylądowało na burcie prawej. Niektóre rzeczy w całkiem niezwykłych miejscach. Najpierw rzuciłem okiem czy jakieś mniej lub bardziej tłuste, słodkie płyny się gdzieś nie wylewają, a potem zająłem się elektroniką. Działa, gra i buczy! Komputer też :) Niesamowity jest. Kosztował 769pln i zaczął żeglarski żywot rejsem z Karaibów do Europy na Lilla My. Później oranie Bałtyku i rejs na Wyspy Owcze. Później opłynął świat, a teraz robi to ponownie :) 

15 minut później wiatr wrócił do poprzedniego kierunku i zaczął zdecydowanie siadać. Miałem nosa, co nie? :PZacząłem sprzątanie i rozmyślałem nad kątem przechyłu. 90 stopni? Mogło być? No z 80 było na pewno. Puffin szybko wrócił na koła, może nie było 90? Ale układając rzeczy zaczęło do mnie docierać. Jaskółki maja założone siatki zapobiegające wypadaniu rzeczy w głębokich przechyłach. Jest tylko kilku centymetrowa szpara nad górna krawędzią siatek. Przy 90 stopniach rzeczy najdalej wylądowałyby właśnie w siatkach.  Materac i klapy od bakist po zawietrznej również wylądowały na tej burcie. I tak analizując drogę różnych przedmiotów dotarło do mnie że to musiało być ciut więcej niż 90. Czy ciut wynosiło 10 czy 30 stopni… nie wiem. I chyba nie mam ochoty na sprawdzanie tego, szczególnie, że do tej pory nie udało mi odnaleźć zaczętego i ostatniego słoika z jagodami.

Na liczniku:

18894 mil z średnią 4,9 węzła czyli 117 mil na dobę

„do celu” zrobione 18340 mil z średnią 4,7 węzła czyli 113mil na dobę

Do mety jeszcze 8506 mil, zrobione 68% z zaplanowanej trasy

Do Hornu 766 mil

 

Utwory tygodnia:

  • On Stream - Nils Peter Molvaer For Peter Toilet Brushes More- Nils Frahm

Płyta tygodnia:

  • Kmher - Nils Peter Molvaer 

Wykonawca tygodnia:

  • Nils Peter Molvaer

Książki:

  • Murakami Haruki – Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland
  • Terry Pratchett – Piramidy
Szymon, 30 stycznia 2018
Więcej w temacie: Aktualności

« wróć do poprzedniej strony

Zobacz podobne tematycznie artykuły:

Tydzień 26 - miałem pomysł
Szymon, wczoraj, 21:50

Miałem pomysł żeby zakotwiczyć na Falklandach. Nie zmieniło by to statusu rejsu. Reguły dopuszczają kotwiczenie, ale oczywiście nie można schodzić na ląd ani otrzymywać wsparcia z zewnątrz. Kotwiczył pierwszy nonstopowicz czyli Robin Knox-Johnston, kotwiczyć się zdarza żeglarzom startującym w samotniczych regatach non stop dookoła świat – Vendee Globe.  

Używam tylko żagli przednich, najmniejszych. Baby foka oraz foka sztormowego razem lub pojedynczo. Teraz to bardziej drifting niż żeglowanie. Średnie prędkości w tym tygodniu wahają się miedzy 3 a 3,5 węzła i sporo zawdzięczam prądom. Grota w zasadzie i tak nie mogę używać bo zwęziła się likszpara.

Po kilku dniach od feralnego przechylenia jachtu i uszkodzenia masztu sytuacja wygląda na opanowaną. Szymon po konsultacjach technicznych wykonał awaryjne zabezpieczenie masztu przy pomocy lin i materiałów znajdujących się na pokładzie. 

Szymon musi znacznie zwolnić tempo żeglugi STOP maszt jest nadwyrężony STOP rejs kontynuowany STOP - więcej w wiadomości :)

Komentarze

Autor:
Twój komentarz:
Jerzy - Ojo, 31 stycznia 2018
Podziwiam! Trzymam kciuki za dalszą część wspaniałego, wymarzonego rejsu. Za Hornem powinno być lepiej!
jurek, 31 stycznia 2018
Jednak ma nasz bohater dużo szczęścia i talent do pisania ,już czekamy na następną książkę.Swoją drogą czułem ciarki na plecach przy czytaniu tej relacji.Teraz czekamy na relację co po tym na pokładzie.Do Hornu coraz bliżej ,aż nam się robi ciepło.
Paweł Dziedzic, 30 stycznia 2018
Całe szczęście że tak się skończyło, w sumie bez poważnych strat. Zdecydowanie nieprzyjemna przygoda, dobrze że Ty nie uderzyłeś w nic będąc w betoniarce.

"Zabrakło 10 dni bym mógł się chwalić, że 40-50tki jadły mi z ręki" - cytując klasyka - "do not underestimate the power of the dark side".

Trzymam kciuki za dalszą część wyprawy - powodzenia!

Partner główny

Patron honorowy

Newsletter

Podaj swój adres e-mail. Wyslemy Ci nowości i powiadomienia