zamknij
Strona główna » Aktualności » Tydzień 37 - najsmutniejsza chwila rejsu ?

Tydzień 37 - najsmutniejsza chwila rejsu ?

Podsumowanie tygodnia

Tydzień 37: 30.04-06.05.2018

Były dwie opcje. Pójść bardziej na wschód i początkowo był to główny plan. Ale jak zwykle w takich sytuacjach zdecydowała moja kobieca intuicja ;) I centralną grupę wysp azorskich minąłem od zachodu. Ponieważ Azory to portugalskie wyspy to nie dziwi spora ilość portugalskich żeglarzy. Mimo ze bezpośredni kontakt z nimi jest niezbyt przyjemny to jakoś tak miło spotkać żeglujące… jednostki.

Ponieważ wyglądało, że będę bardzo blisko wysp to wydawało się też, że będzie zasięg telefonii komórkowej. I faktycznie tak było. Sporo rozmów telefonicznych sprawiło, że prawie straciłem głos :) Niestety okazało się, że korzystanie z Internetu wychodzi słabo. Chciałem pościągać trochę informacji pogodowych, jakąś gazetę do czytania itp., a wyszło że najlepiej (choć i tak tragicznie) „banglał” portal społecznościowy. Ale i tam poza jednym komentarzem byłem biernym czytelnikiem. Nie ukrywam, że dla mnie moment mijania tego archipelagu był bardzo trudny. I chyba była to najsmutniejsza chwila rejsu. Nie dlatego, że to ląd w ogóle, że ludzie, jedzenie, prysznic itp. Tylko dla mnie Azory są w top 3 najpiękniejszych miejsc na Ziemi. Uwielbiam je. A tak bardzo rzadko są po drodze.

Krążyły jakieś szalone myśli po głowie, że padł Irenach i nie ma trackingu (przecież juz sie zdarzało). Ze na jachcie mimo bezproblemowej instalacji elektrycznej jest blackout i nie działa AIS przez który można mnie namierzyć. A ja wchodzę do najfajniejszego portu świat (czyli Horty) i idę po bagietkę z masłem. Nie musi być z resztą bagietka, bo w Horcie można dostać bardzo przyzwoity chleb na który nawet Polak spojrzy z aprobatą. Ale nic z tego, wielki brat czuwa… Może gdyby to było 40-50 lat temu? 

Było bardzo ciemno gdy żeglowałem już na północ od Faial, księżyc miał wzejść dopiero za parę godzin. Do tego byłem oślepiony ekranem telefonu, więc nie do końca widziałem co się wokół jachtu dzieje. I nagle zrobiło się dziwnie. Jakieś takie zamieszanie. Jakaś taka dziwna fala, bujanie i nagle wzdłuż prawej burty wyprzedziły mnie 3 równolegle fosforyzujące smugi. Zgłupiałem. To nie mogła być fala nawet o 3 grzbietach, bo ta była od rufy i szła by prostopadle, a nie równolegle. No tak, to musiał być zwierz. Duży zwierz. Torpeda ;)

Jest sobota, trwa łykend majowy. Opalam sie na pokładzie. Takie słonce mi odpowiada. Przyjemnie grzeje, a temperatura nie przekracza 25C. Z głośnika dobiega muzyka, ja steruje, a Puffin całkiem żwawo idzie pod spinakerem. Jest bosko. Z wizyta wpadły delfiny, dogoniłem żółwia startującego w transatlantyckim wyścigu. Był naprawdę malutki, wielkości pięści i nawet się na mnie nie obejrzał zajęty wiosłowaniem. Ach ci sportowcy :) Co pewien czas wzdłuż burty przesunie się fioletowo-różowy dmuchany żagiel. Do mety coraz bliżej, a czasu coraz mniej. Przechodzimy w tryb bojowy. Poprawić czas Włocha będzie niezwykle trudno, pewnie zabraknie kilku godzin. Ale dopóki jest szansa, dopóty zabawa. 

Na liczniku:

27850 mil AVS 4,5kt – 107,5mil na dobę

Do celu zrobione 25741 mil AVS 4,1kt - 99,4 mil na dobę

Do mety jeszcze 1104 mil, zrobione 95,9% z zaplanowanej trasy

ETA vs DEADLINE 1 dzien i 23h straty.

Wykonawca tygodnia:

  • Arcane 

Przeczytane książki:

  • Szara Wilczyca - J. O. Curwood 

Minięte: 

  • Azory
Szymon, 7 maja 2018
Więcej w temacie: Aktualności

« wróć do poprzedniej strony

Zobacz podobne tematycznie artykuły:

Finish rejsu
Brożka, 15 maja 2018

Rejs „Call of the Ocean” jest już na finishu. Rano 15 maja Szymonowi pozostało około 200 mil morskich do końca rejsu. Prawdopodobny czas minięcia mety, którą stanowi falochron w Plymouth, to 17 maja z wysoką poranną wodą, czyli około 7 rano UTC (8 czasu lokalnego).

Od kilku dni lokalizator przez który podawane są pozycje jachtu i wiadomości na mapę lekko wariuje. W związku z tym trasa rejs znikła z mapy online. Po zmianie ustawień jednak nadal da się obserwowac pozycję Szymona


Tydzień 36 - pełne rodeo
Szymon, 6 maja 2018

 Dobre przebiegi dobowe w tym tygodniu, mimo jazdy z krzywym masztem w bajdewindzie, lekkiej brody jachtu i przeciwnego prądu oceanicznego. Ale nic za darmo. Na plus zapisuję kilkadziesiąt metrów liny rybackiej ze szklanymi kulami w pięknie plecionych „koszyczkach”. Na minus to niestety aż 3 opakowania błyskawicznych płatków owsianych.

 Opluła mnie! Tuz przed wschodem zrzucałem zielsko z balastu czyli stanąłem w dryf pod żaglami. Siedziałem po nawietrznej i wtedy dostałem po okularach. Cielsko które wydmuchało powietrze wraz z woda przez swoja głowę było jakieś 2m od Puffina. Wieloryb? Chyba nie. Oddech wieloryba wali obora. Czy to cos miało takie tam białe laty? Ożesz w mordę jeża! 

Komentarze

Autor:
Twój komentarz:

Ten artykuł nie był jeszcze komentowany

Partner główny

Patron honorowy

Newsletter

Podaj swój adres e-mail. Wyslemy Ci nowości i powiadomienia