zamknij
Strona główna » Aktualności » Tydzień 8 - Coś, czego pragniemy i na oceanie i...

Tydzień 8 - Coś, czego pragniemy i na oceanie i na lądzie

Tydzień 8 09.10-15.10 2017 r

Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Dlatego też pewnie odbieram ten rejs kompletnie inaczej niż ta większość, która go śledzi z oddali. Dla części to będą wakacje pod żaglami. Cześć bardziej zainteresowana kojarzy Ryczące Czterdziestki, Horn, najbardziej odludne miejsce świata, brak wsparcia, samotność , chłód, sztormy, Mount Everest oceanów itp. Tylko, że to fragment tego obrazu. Mam tu swoje codzienne rytuały, stresy, przyjemności. Czasem są to odwrotności pragnień z lądu, ot takich jak: rzucić wszystko, popłynąć za horyzont, zobaczyć niezobaczone, dostać w kość itd. Zamiast: przejechać się na rynek, pod ratusz, spotkać z kurierami, umówić na piwo, w drodze do domu zajść do księgarni, a później wylądować w suchym łóżku. Czyli dzień jak co dzień (dotyczy dekadenckiego miasta królewskiego) , brak stresu co będzie jutro. Fajne to czasem.

Ale są też wspólne mianowniki. Coś, czego pragniemy i na oceanie i na lądzie. To ciasto.

Ciasto sprawia, że mamy siłę rano wstać i ruszyć do 8h kieratu. Przez 5 dni w tygodniu zmuszamy się do wypełniania obowiązków by w sobotę wejść do kuchni i własnymi rękoma tworzyć aromat, smak, ciepło, uśmiech na twarzy dziewczyny gdy na talerzyku obok kawy zobaczy wasze dzieło. Dla ciasta przebijam się przez sztormy i cisze, cierpię nie wyśniony sen, zmywam naczynia.

Do dzieła więc!  - „Ciasto mniej wiecej”

Przepis:

Trzeba mieć kolegę z głowa na karku. Na przykład takiego Krystiana który będąc w „Juli”, zakupił prodiż do stawiania na palnik. Tak, „Jula”, nie Julia. Nie wiem czy Krystian zna jakąś Julię.

I kolega, który nie wiadomo jakie zna dziewczyny, czasem myśli o tobie. I pożycza ci ten cud techniki, a ty myślisz, że teraz to możesz nawet dookoła świata. Bez Julii.

Jesteś wiec ty. Jacht bez piekarnika, ale z kuchenka jednopalnikową. No i masz prodiż

Przydadzą się też:

  • Jajka
  • Cukier
  • Tłuszcz (masło, margaryna. oliwa)
  • Mąką
  • Proszek do pieczenia (lub coś w tym stylu, ale teraz wersja z proszkiem)
  • Aromat np. migdałowy
  • Batony „This1”
  • Miska/garnek do zrobienia ciasta
  • 2 miski/pojemniki do obróbki jajek
  • Łyżka i widelec

Garnek czysty lub po czymś zbliżonym w smaku do naszego ciasta. Tuńczyk lub krupnik nie są podobne. Do garnka wbijamy żółtka. Same żółtka bez białek. Właśnie dlatego potrzebujemy 2 pojemników do oddzielenia białek.  Nad jednym z nich profesjonalnie dzielimy nożem skorupkę na pół, bacząc by żółtko zostało w skorupce, a na zewnątrz, ale do pojemnika spływało samo białko. Standardowo przerzucamy żółtko z połówki do połówki (skorupki), aż całe białko spłynie, a czyste żółtko wyląduje w głównym garnku/misce. Niestety  wiadomo, że wraz z rosnącym wiekiem pewne sprawy stają się trudniejsze. Bywa, że w dojrzałym jajku żółtko jest już rozmemłane z białkiem, albo bardzo łatwo się zmiesza w czasie rozbijania skorupki. Jeżeli jajko jest bardzo dojrzałe, a my żeglowaliśmy przez bardzo ciepłe morza wnętrze może już nie być rozmemłane, a ćwierkające. Wnętrze to należy umieścić np. w kuwecie, poić oraz karmić.  Jeżeli wnętrze nie ćwierka, i nie kojarzy wam się z żółtkiem i białkiem należy podarować je rekinom za burtą. Postępujemy też tak z wnętrzem, na które gwałtownie reaguje nas nos. Uwaga! W rejsach załogowych zmysł węchu bywa przytępiony.

Dobra. Jeżeli mamy piękne, czyste białko to następne jako rozbijamy już nad drugim pojemnikiem, aby przypadkiem rozmemłane jajo nie trafiło w do czystego białka.  I tak żółtka i rozmemłane do gara/miski , białko osobno. Ważne, samotnicy o tym wiedzą. Zawsze miej pod ręką ręcznik/papier do rąk. Świat się wciąż kreci, wiatr wieje, jacht robi różne rzeczy. Nieplanowane manewry pokładowe wykonywane dłońmi ociekającymi jajami są nieestetyczne.

Ile jaj? Zależy ile masz. Wiadomo samotnicy nie muszą spać, nie musza jeść. I po 2 miesiącach żeglugi wciąż masz bardzo dużo produktów odkurzych. Ponieważ żegluje się również dla świeżego powietrza, nagle zaczynamy w przyspieszonym tempie te produkty zużywać. Tak na wszelki wypadek, dla zdrowia.

Ja ostatnio używam około 6 sztuk. Ale można tez dać 2. Najwyżej trzeba będzie dodać jakiejś cieczy (woda, mleko) by nie było za gęste.Do żółtek/rozmemłanych dodajemy cukier ( ja daje mniej więcej ? do 2/3 szklanki). Mieszamy, i tak nie utrzemy tego porządnie. Dodajemy aromatu. Ja używam migdałowego (trzeba pamiętać ze należy zostawić odrobinę na koniec roku do kutii). Ilość? Oczywiście im starsze jaja tym więcej aromatu. Rozsądne jest również po zapoznaniu z aromatem pierwszego jaja zacząć jednak od wlania aromatu, a później reszta jaj. Mieszamy.

Dodajemy tłuszcze. Niestety Anglia to biedny kraj i udało mi się kupić tylko masło solone, w twardych opakowaniach. Ciekawe czy ilość soli jest zależna od…. wiecie, tak jak z aromatem. Daje z mniej więcej  dwie łyżki masła mniej więcej pół szklanki oliwy. Masło nie roztapiam  w osobnym garnuszku bo kto to będzie później zmywał takie tłuste. Siekam masło łyżką przez 30 sekund i stwierdzam zadowolenie. Mieszamy.

Zaczynam dodawać makę. Łyżkami. Nie wiem ile. Mniej więcej  tyle by ciasto nabierało odpowiedniej konsystencji czyli kaszy manny robionej na mniej więcej gęsto, ale ma mieć minimalną tendencje do lania się. Ale minimalną. Proszku zawsze daje mniej więcej tyle ile trzeba na mniej więcej  kg mąki. Prawie gotowe. Trzeba dokładnie wymieszać. Konsystencja OK, jest słodkie, daje migdałami.

Bierzemy 3-4 batony „This1” na przykład w wersji orzech-czekolada. Nie otwieramy, kładziemy na twardym, mocnym. Bierzemy młotek lub podobne tępe narzędzie.  Wyobrażamy sobie byłą/byłego teściową, rodzeństwo co kto lubi. I napie…..  znaczy rozkruszamy batony. Otwieramy wsypujemy do ciasta. Mieszamy.

Bierzemy foremkę odpowiednia do pieczenia na palniku. Bierzemy kawałek ręcznika/papieru składamy na cztery. I w pojemniku z masłem tym papierkiem czyścimy wszystkie zakamarki do których nie dotarlibyśmy nożem czy łyżka. Mamy szanse naprawdę wykończyć masło. Wykorzystując te odpadki smarujemy nimi foremkę. Uwaga! Ważne! Od wewnątrz! Smarujemy wysoko, pod krawędź. Na katamaranie możemy trochę niżej, za pewne nie będziemy piekli w przechyle. Do posmarowanej formy wsypujemy mniej więcej łyżkę maki. I teraz elegancko, zgrabnymi ruchami potrząsamy formą co rozprowadzamy mąkę po całej tłustej powierzchni. Jeżeli nie mamy pod ręka babci i ciotki, a w rejsach tak bywa metoda prób i błędów uczymy się obsypywać mąką komin. Początkujący lub ci z 2 lewymi dłońmi mogą to robić w wewnątrz worka foliowego. Jest szansa na odzyskanie rozsypanej maki i sprzątania będzie mniej. 

Stworzyliśmy coś…. Hmmm… tak z żeglarstwa to taki ciastowy antyfoulig. Żeby ciasto nie przywarło, przypaliło się do formy. Teraz wlewamy ciasto do formy, albo w całości lub połowę a do drugiej dodajemy kakao. Oczywiście jedyne słuszne Deco Moreno. To również wlewamy do formy. Ważne jest by w formie wylądowało więcej surowego ciasta niż zostało w misce do wylizania. Jeżeli masz z tym problem przypomnij sobie jak stare są te surowe jaja kryjące się pod migdałowym aromatem. 

Kompletujesz prodiż. Ma 3 części:

  • stalowy spod stawiany bezpośrednio na kuchence, ma dziurę w środku 
  • forma aluminiowa, z kominem
  • pokrywka

Sprawdzasz czy w kartuszu jest wystarczająco gazu na mniej więcej 40-60 minut. Odpalasz kuchenkę na trochę więcej niż minimalny ogień. Wstawiasz prodiż. Po 40 minutach sprawdzasz wykałaczka czy jest już suche w środku (nie przykleja się wtedy nic do wykałaczki).  Jak jest ok to wyłączasz gaz i zostawiasz do ostygnięcia (taaa, hmmm, taaa ;). Jeśli nie sprawdzasz w interwałach 5 minutowych.

Jeżeli twój nos twierdzi ze się coś się przypala tzn. że się przypala. Zmniejsz ogień do minimum, sprawdź co się dzieje pod pokrywką i wymyśl co robić dalej.

Powyższe uwagi dotyczące czasu i wielkości ognia są dla  kuchenki turystycznej na gaz butan używanej w miejscu osłoniętym.I w końcu jest! Wyjmujesz ciasto z formy, są twoje urodziny, a ty nie musisz z nikim dzielić :p

O czym to ja pisałem na początku? Hm, mlask, zaraz, mlask sprawdzę, mlask, mlask…..

 

Na liczniku:

6579 mil z średnią 4,8 węzła czyli 116 mil na dobę

„do celu” zrobione 5920 mil z średnią 4,4 węzła czyli 105 mil na dobę

 

Utwory tygodnia: 

  • Dave Brubeck – Take Five
  • Dave Matthews Band – Cortez The Killer
  • David Gilmour – On Island

Książki:

  • Arthur Conan Doyle – Zabójstwo przy moście
  • Andrzej Sapkowski – W leju o bombie
  • Ursula K. Le Guin – Ziemiomorze. Czarnoksieżnik z Archipelagu
  • Arthur Conan Doule – Pies Baskerville’ów
  • Arturo Perez Revente – Szachownica Flamandzka

Ominięte:

  • Tristian da Cunha – podobne niebezpieczne miejsce, szczególnie dla samotnych żeglarzy. Miejscowe dziewczyny ponoć bezceremonialnie poszukują i korzystają z  nowej puli genów pojawiającej się na wyspach
szymon, 16 października 2017
Więcej w temacie: Aktualności

« wróć do poprzedniej strony

Zobacz podobne tematycznie artykuły:

 Okazuje się, że dzisiejszy dzień jest bardzo istotny w realizacji naszych Zewowych projektów. Rankiem (po godzinie 6 UTC) Szymon i Puffinek minęli kolejny z Przylądków na trasie - australijski Leeuwin. Chwilę później pojawiła się informacja o przedsprzedaży książki. Tak! Naszej książki o Zewowych przygodach

 Nie jestem wielkim miłośnikiem szybko przelatujących przez kabinę rzeczy. No, może z małymi wyjątkami. Dlatego też, gdy tylko mogę przekładam rzeczy z górnych przestrzeni kabiny do niższych, bezpieczniejszych - jak np. bakisty pod kojami. Sprzątałem właśnie w jednej z tych bakist. Najpierw znalazłem duży 0,5l słoik konfitur... 

tydzień 14 - Połowa Oceanu Indyjskiego
Szymon , 27 listopada 2017
tydzień 14 - Połowa Oceanu Indyjskiego

Połowa Oceanu Indyjskiego za rufą, wraz z całym bałaganem meteorologicznym. Chyba :) Wschodni indyk do tej pory wyglądał na dużo bardziej przewidywalny. Wielki niż na południu kształtował dość stabilną pogodę. Na południu wiatry o sile sztormu, a im dalej na północ tym wiatry słabsze, ale nadal mocne 5-7B. 

Tydzień 13 - brak instynktu samozachowawczego?

30 doba w Ryczących Czterdziestkach, 23 dni bez sztormu. Na Oceanie Indyjskim nie spotkałem ani jednej sztuki. Dziecko szczęścia? Bardzo bym chciał:) Są sztormy, są przeciwne wiatry… hmm dokładnie tam gdzie prowadzi moja zaplanowana trasa. A ja jestem zupełnie gdzie indziej...

Komentarze

Autor:
Twój komentarz:

Ten artykuł nie był jeszcze komentowany

Partner główny

Patron honorowy

Newsletter

Podaj swój adres e-mail. Wyslemy Ci nowości i powiadomienia