zamknij
Strona główna » Aktualności » Tydzień drugi - 5,31% trasy

Tydzień drugi - 5,31% trasy

 

Tydzień 2: 28.08 - 03.09.2017 r

Pokonałem w tym tygodniu 932 mile drogi, w tym 852 mile „do celu” (3,14% całej trasy). W poprzednim tygodniu było to odpowiednio 737 mil drogi i 589 mil do celu (2,17%). Na logu razem nawinięte jest 1669 mil i 1441 mil „do celu”(5,31%). Średni przebieg to ponad 113 mil na dobę. Dla mnie to osobiście super wynik. Bałam się, że na początku, bardzo przeciążony jacht (o ponad 1200kg) będzie płyną dość dostojnie. Z czasem, gdy z jachtu będą znikać jedzenie, woda a także części wyposażenia łódka będzie coraz lżejsza i coraz szybsza  (np. super korba do kabestanu Ronstana przechodzi już testy na korozje na dnie Zatoki Biskajskiej) . Ale okazało się że zaiwania sprawnie od samego początku. Ale po coś w końcu Sail Service uszył mi tych 10 żagli. Dlatego nawet okresy słabego wiatru pokonuje dosyć sprawnie, korzystając z żagli dodatkowych:

 -  wielkiego spinakera (tzw. "Pomarańcza"),przeznaczony na kursy pełne (baksztag do fordewindu)

 - Code 0 (tzw. "Czerwony") na kursy ostre przy słabym wietrze. Jacht bujający się prędkościami 0,5-1 węzła po odpaleniu tego skrzydełka przyspiesza do co najmniej 2-2,5 wezłów, dzięki czemu też jacht pozostaje sterowny i kierować im może nadal autopilot. Ma w lik przedni wszytą linę antyskrętną co pozwala na zwijanie go tzw. zwijaczem Seldena. 

 - genaker (tzw. "Genaker", nie znam się na kolorach :P ) przeznaczony na kursy od pełnego bejdewindu do baksztagu

fot. Elisa Jasinska / S/Y Mateńka

Nie forsuje zresztą jachtu. Gdy wieje słaby wiatr lub też bezwiatr jacht idzie na foku marszowym i grocie z 1 lub 3 refem. Wynika to po pierwsze z tego by nie obciążać niepotrzebne takielunku, który musi ciągnąć łódkę ze spora nadwagą. A drugie wynika z tego, że głównie żegluje fordewindem na tzw. motyla. Na jednej burcie jest grot zabezpieczony kontraszotem, a na drugiej fok wypchnięty na wytyku. Zmniejszam wiec powierzchnie grota by uzyskać lepsze tzw. zrównoważenie żaglowe. Dzięki czemu łódka jest bardziej stabilna kursowo, łatwiej się steruje. A to sprawia, że autopilot ma łatwiejszą prace, mniej się zużywa więc pożyje dłużej bezawaryjnie. Bierze również mniej prądu.  W fordewindzie też dostaje gratis ślizgi (10-14 wezłów) z falą. Ta zamiast mnie przechylać czy „wywozić” dodatkowo mnie pcha, na jachtem steruje się łatwiej niż w baksztagu.

Koniec końców najgorszy przebieg w tym tygodniu to 120 mil, a dwukrotnie zrobiłem ponad 140 mil. Cały czas równe 5-6B w rufę, a czasem pod chmurą przywieje 7B. Pędzę więc na południe. Woda ma już 24 stopnie Celsjusza, powietrze jest za gorące w dzień i zaczęły mnie atakować zwierzęta. Najpierw zwiad, dwa nieduże kalmary. Jeden majstrował przy solarze a drugi przy podstawie masztu. Ale w niedziele to już nie były żarty. Do kabiny wpadł tak duży osobnik, że na patelni by się ledwo zmieścił.  Trochę przestrzelił, gdyż jego paszcza wylądowała 20cm od mojej stopy. Mogłem zginąć!!! Do tego uwalił atramentem podłogę, zejściówkę. Na szczęście chusteczki nawilżane dla dzieci sobie z tym radzą :)

A później następne „potwory”. Z Polski. Wołały cały czas – Mamy zimne piwo!! A wiedzieli, że nie mogę przyjąć na pokład żadnej „pomocy” :) Przekazałem na pokład „Mateńki” (typ Cetus) karte SD z kilkoma fotami, oraz paczkę batonów THIS1. Pogadaliśmy trochę przez radio np. o tym jak fajowym urządzeniem jest InReach z którego do Was codziennie piszę i zapewnia mi tracking. A później oni w swoją stronę, a ja w swoją. Umówiliśmy się na wiosnę koło Azorów gdy będą wracać z Karaibów. Może będą mieli zimne piwo. Będę wtedy mocno wyposzczony :)

Podsumowanie tygodnia

Utwory tygodnia:

Perfect Circle – Brena

Akua Naru – The Journey

Książki :

Terry Pratchett - Dysk 

Andrzej Sapkowski – Droga, z której się nie wraca

Michaił Bułchakow – Diabolida

Andrzej Sapkowski – Batlle Dast

Terry Pratchett – Ciekawe czasy

Terry Pratchet – Ciemna strona słońca

Ominięte miejsca :

Porto – jak to Portugalia po prostu mi leży już. Samo stare Porto oczywiście jest przepiękne, ale ja uwielbiam dzielnice portową na północy miasta, gdzie ani turysta ani język angielski nie są oczywiste

Cabo de Roca – najdalej na zachód wysunięty skrawek Europy, charakteryzuje sie tym, że gdy przepływasz obok o zachodzie słońca, nie jesteś pewien czy to się błyska czy to tylko aparaty w dużej ilości turystów z Dalekiego Wschodu

Lizbona – kto nie był, ten trąba 

Cabo de Sao Vicente – przylądek ciepłych gaci, gdy płyniesz na północ należy je w końcu znaleźć i ubrac.

Cieśnina Gibraltarska – wrota do Morza Śródziemnego, czyli troche na lewo od mojego kursu wielkie morskie i ruchliwe skrzyżowanie

Madera – taaa, ponoć przepiękna. Kiedyś mi się uda dopłynąć.

Selvagem – bezludne wysepki na północ od Kanarów. Rezerwat przyrody.

Wyspy Kanaryjskie – jedno z najważniejszych żeglarskich miejsc na świecie, a w Europie chyba najważniejsze. Stąd zaczyna się większość rejsów gdzieś tam na kółko

 

Ominięte miejsca :
Porto – jak to Portugalia po prostu mi leży już. Samo stare Porto oczywiście jest przepiękne, ale ja uwielbiam dzielnice portową na północy miasta, gdzie ani turysta ani język angielski nie są oczywiste
Cabo de Roca – najdalej na zachód wysunięty skrawek Europy, charakteryzuje sie tym, że gdy przepływasz obok o zachodzie słońca, nie jesteś pewien czy to się błyska czy to tylko aparaty w dużej ilości turystów z Dalekiego Wschodu
Lizbona – kto nie był, ten trąba 
Cabo de Sao Vicente – przylądek ciepłych gaci, gdy płyniesz na północ należy je w końcu znaleźć i ubrac.
Cieśnina Gibraltarska – wrota do Morza Śródziemnego, czyli troche na lewo od mojego kursu wielkie morskie i ruchliwe skrzyżowanie
Madera – taaa, ponoć przepiękna. Kiedyś mi się uda dopłynąć.
Selvagem – bezludne wysepki na północ od Kanarów. Rezerwat przyrody.
Wyspy Kanaryjskie – jedno z najważniejszych żeglarskich miejsc na świecie, a w Europie chyba najważniejsze. Stąd zaczyna się większość rejsów gdzieś tam na kółko

Pokonałem w tym tygodniu 932 mile drogi, w tym 852 mile „do celu” (3,14% całej trasy). W poprzednim tygodniu było to odpowiednio 737 mil drogi i 589 mil do celu (2,17%). Na logu razem nawinięte jest 1669 mil i 1441 mil „do celu”(5,31%). Średni przebieg to ponad 113 mil na dobę. Dla mnie to osobiście super wynik. Bałam się, że na początku, bardzo przeciążony jacht (o ponad 1200kg) będzie płyną dość dostojnie. Z czasem, gdy z jachtu będą znikać jedzenie, woda a także części wyposażenia (super korba do kabestanu Ronstana przechodzi testy na korozje na dnie Zatoki Biskajskiej) łódka będzie coraz lżejsza i coraz szybsza. Ale okazało się że zaiwania sprawnie od samego początku. Ale po cos w końcu Sail Service uszył mi tych 10 żagli. Dlatego nawet okresy słabego wiatru pokonuje dosyć sprawnie, korzystając z żagli dodatkowych:
 -  wielki spinaker (tzw. Pomarańcza),przeznaczony na kursy pełne (baksztag do fordewindu)
 - Code 0 (tzw. Czerwony) na kursy ostre przy słabym wietrze, jacht bujający się prędkościami 0,5-1 węzła po odpaleniu tego skrzydełka przyspiesza do co najmniej 2-2,5 wezłów, dzięki czemu też jacht pozostaje sterowny i kierować im może nadal autopilot. Ma w lik przedni wszytą line antyskrętną co pozwala na zwijanie go tzw. zwijaczem Seldena. 
 - genaker (tzw. genaker, nie znam się na kolorach :p) przeznaczony na kursy od pełnego bejdewindu do baksztagu
Nie forsuje zresztą jachtu. Gdy wieje słaby wiatr lub też bezwiatr jacht idzie na foku marszowym i grocie z 1 lub 3 refem. Wynika to po pierwsze z tego by nie obciążać niepotrzebne takielunku, który musi ciągnąć łódkę ze spora nadwagą. A drugie wynika z tego, że głównie żegluje fordewindem na tzw. motyla. Na jednej burcie jest grot zabezpieczony kontraszotem, a na drugiej fok wypchnięty na wytyku. Zmniejszam wiec powierzchnie grota by uzyskać lepsze tzw. zrównoważenie żaglowe. Dzięki czemu łódka jest bardziej stabilna kursowo, łatwiej się steruje. A to sprawia, że autopilot ma łatwiejszą prace, mniej sie zużywa wiec pożyje dłużej bezawaryjnie. Bierze również mniej prądu.  W fordewindzie też dostaje gratis ślizgi (10-14 wezłów) z falą. Ta zamiast mnie przechylać czy „wywozic” dodatkowo mnie pcha, na o jachtem steruje się łatwiej niż w baksztagu.
 Koniec końców najgorszy przebieg w tym tygodniu to 120 mil, a dwukrotnie zrobiłem ponad 140 mil. Cały czas równe 5-6B w tyłek czasem pod chmurą przywieje 7B. Pędzę wiec na południe. Woda ma już 24 stopnie Celsjusza, powietrze jest za gorące w dzień i zaczęły mnie atakować zwierzęta. Najpierw zwiad, dwa nieduże kalmary. Jeden majstrował przy solarze a drugi przy podstawie masztu. Ale w niedziele to już nie były żarty. Do kabiny wpadł tak duży osobnik, że na patelni by się ledwo zmieścił.  Trochę przestrzelił, gdyż jego paszcza wylądowała 20cm od mojej stopy. Mogłem zginać!!! Do tego uwalił atramentem pod podłogę, zejściówkę. Na szczęście chusteczki nawilżane dla dzieci sobie z tym radzą :)
 A później następne „potwory”. Z Polski. Wołały cały czas – Mamy zimne piwo!! A wiedzieli, że nie mogę przyjąć na pokład żadnej „pomocy” :) Przekazałem na pokład „Mateńki” (typ Cetus) karte SD z kilkoma fotami, oraz paczkę batonów. Pogadaliśmy trochę przez radio np. o tym jak zajebiaszczym urządzeniem jest InReach z którego do Was codziennie pisze i zapewnia tracking. A później oni w swoją, a ja w swoją stronę. Umówiliśmy się na wiosnę koło Azorów gdy będą wracać z Karaibów. Może będą mieli zimne piwo. Będę wtedy mocno wyposzczony :)
brożka, 4 września 2017
Więcej w temacie: Aktualności

« wróć do poprzedniej strony

Zobacz podobne tematycznie artykuły:

Czwarty tydzień
Szymon, 20 września 2017

Zgodnie z przewidywaniami ciężki odcinek. Przecież to równikowa strefa cisz. Poza koszmarnym upałem było nieźle. Średnio z północy na południe robiłem po 104 mile na dobę. Średnia dobowa prędkość jachtu była oczywiście lepsza, ale wiadomo jacht żaglowy bardzo rzadko płynie idealnie do celu...

Tydzień trzeci
brożka, 11 września 2017

Tydzień ten był ekspresowy. Nie tak bardzo jak poprzedni, gdyż zrobiłem „tylko” 904 mile. Czyli średnio 129 mil/24h. Mamy za sobą 8,55% całej trasy, choć jej przebieg i długość jest oczywiście sprawa otwartą. 

Pierwszy tydzień
szymon, 29 sierpnia 2017

Czas na podsumowanie pierwszego tygodnia. Szymon przesłał krótką wiadomość w której chwali się co to już nie przeczytał i wysłuchał. Oraz wspomoina o opóźnionym starcie rejsu.  737 mil za rufą. Średnia prędkość 4,03 węzła :)

Szymon wyruszył!
brożka, 21 sierpnia 2017

Call of the Ocean rozpoczęty!!! Szymon na Atlantic Puffinie 19 sierpnia oddał cumy i wypłynął w rejs. Początkowo warunki wiatrowe były słabe lecz już po pierwszej dobie zmieniły się i przywiało 7B prosto w dziób.

Komentarze

Autor:
Twój komentarz:

Ten artykuł nie był jeszcze komentowany

Partner główny

Patron honorowy

Newsletter

Podaj swój adres e-mail. Wyslemy Ci nowości i powiadomienia