zamknij
Strona główna » Artykuły » Aktualności » Pierwszy tydzień

Pierwszy tydzień

737 mil

Średnia prędkość 4,03 węzła

2% trasy za mną :)



Tydzień 1 - 19 - 27.08.2017r

I tak zleciał pierwszy tydzień, a nawet lekko ponad, czyli około 1/40 już za mną :)Pierwsze 3 dni to u mnie zwykle łapanie rytmu. Dosłownie i w przenośni. Raz, że trzeba po prostu przyzwyczaić do bujania na tej konkretnej łódce. A dwa, że trzeba nakreślić sobie plan każdego dnia. Ile i kiedy śpimy, jemy, imprezujemy. Co gotujemy, ile przysługuje słodyczy, wody gazowanej. Kontrola techniczna łódki, jej trym. Oczywiście też jest nawigacja i ściąganie prognoz pogody. Mamy wiec plan dnia i tygodnia i pozostaje się tylko zastosować do tych przykazań :P Nikt nie mówił ze będzie lekko :)

Co do mojej 6 dniowej obsuwy startu to sytuacja dość oczywista. Życie i plany na lądzie, a życie na jachcie to kompletnie inny świat i postrzeganie sytuacji. Decyzje zapadają zupełnie inaczej i na podstawie innych przesłanek. Ma być bezpiecznie i skutecznie. I tylko, ale też aż tyle.  Nie zamierzałem np. startować dwa razy, bo w wyniku permanentnego przemęczenia bym o czymś zapomniał, albo źle ocenił sytuacje pogodową i władował się niepotrzebnie w głupią sytuacje w nieciekawym (czyt. blisko brzegu ) miejscu.

I z 2-3 dniowego opóźnienia zrobiło się 6 dni, a ja i kolega mamy zablokowane konta na Amazonie. Mam za to urządzenie które przez satelity ściąga mi griby czyli pliki z modelami prognoz pogody. Kosztowało "milion monet", ale zapewnia też trzeci, niezależny system komunikacji satelitarnej. Obok InReacha z którego wysyłam codzienne wiadomości i który też podaje co 4h moja pozycje. I obok telefonu satelitarnego Inmarsatu. Tak, to ten sam „wodoodporny” model który zalałem w poprzedniej wyprawie ;) 

Poza tym na razie nudy. Nic się nie dziej, ja się pratchetuje, jem jeszcze świeże jedzenie z lądu i powoli ogarniam sobie jacht. Z dnia na dzień jesteśmy coraz bardziej zgrani. Sprawdzamy wszystkie skrzydełka Puffina (ma w sumie 10 żagli), systemy autopilotów i samosterowności. I bardzo powoli robimy się coraz lżejsi i coraz szybsi :)

Przy okazji chciałbym podziękować za pożegnania, pomoc w ostatnich pracach no i za prezenty, Kubie z rodziną, Wiktorowi, Lisie i Nikolasowi, Jankesowi oraz mojej świetnej ekipie z regat Fastnet (Remik - rękawiczki są boskie! Mat nie mam Twojej miękkiej szekli, i co mi zrobisz? :P

Utwory tygodnia:

  • Kaleo – Vor I Vaglaskógi
  • Anathema – Endless Ways
  • Anathema – Springfiled

Książki – 2

  • Terry Pratchett - Blask fantastyczny 
  • Terry Pratchett – Bogowie, honor, Ankh-Morpork (bardzo na czasie :)

Ominięte miejsca

  • Lizard Point – przylądek w pięknej Kornwalii, 
  • Ushant, wyspa we mgle
  • La Rochelle, fajni ludzie, dobre jedzenie, nieoświetlone wejście (pewnie to już przeszłość)
  • La Coruna, bardzo fajny port, stara część miasta blisko marin, najstarsza czynna latarnia morska na świecie, i też dużo przestrzeni. Po prostu lubię :)
  • Cape Finisterre, no przylądek taki, za nim to już na Oceanie się jest, fajnie go minąć :)

 

szymon, 2017-08-29
Więcej w temacie: Aktualności

« wróć do poprzedniej strony

Zobacz podobne tematycznie artykuły:

Tydzień 22 - odzieżowe wyliczanki
Szymon, 22 stycznia 2018

W końcu jest wszystko jak należy, podręcznikowo wręcz. Jest zimno (2-5C w kabinie), mokro (deszcz, śnieg, śnieg z deszczem) i wieje w tyłek. Zazwyczaj 6-7B momentami 8B, ale są to 2-4h przesilenia, więc nie nazwę tego sztormem. No i niż, niż’a pogania. Jak w Tańcu Węża na weselu, jedzie jeden za drugim. 

 Ponieważ Szymon nie zdążył z pisaniem (skończył mu się prąd). Ten tydzień podsumowuje tylko część pierwsza wpisu. Jeśli pojawi się słoneczko - będzie część druga :)

Chleb jeszcze gorący, a ja paluchami zrywam mu z grzbietu chrupiąca skórkę. Niepohamowanie? Skądże znowu? To czysty  pragmatyzm :) Od dwóch dni ani słońce, ani księżyc nie są wstanie się do mnie przebić. Jest 100% wilgotności - mgła. Nie mogę pozwolić żeby wilgoć zamieniła mi chleb w kluchę, chrupkość znika wiec w moich ustach.

Tydzień 19 - tylko przetrzymać Sylwestra

Stoję w zejściówce robiąc pranie w wiaderku. Wieje 2-3B, płynę pod genakerem robiąc 4 węzły. Ocean jest teraz taki jaki lubię: atramentowo-granatowy. Fala ma może z pół metra wysokości. Z głośnika powoli sączy się Echoes Pink Floydów, a niebo ma przy tym kolor niebieski. Po niebie tym hasa luźne stado niewielkich cumulusów. 

Komentarze

Autor:
Twój komentarz:

Ten artykuł nie był jeszcze komentowany

Partner główny

Patron honorowy

Newsletter

Podaj swój adres e-mail. Wyslemy Ci nowości i powiadomienia